***

trzymam się za słowa obolałe jak ząb
z którego wypadła plomba i w który nagle
zaczęło zaglądać ostre powietrze

zgorzel znaczeń obrazów
martwica złożeń – rozkład

w jaskrawym świetle również zaglądający mi do ust
szczękowy chirurg doznaje własnego
szczękościsku a ja przerażony
na poły już bezkształtny nerw
bełkoczę
innego końca świata nie będzie

Tato


Żegoty. 2008

pora

wcina nas słoneczko
nie wiem jak mam się
pożegnać kotko

rok miesiąc
tydzień
ja w pół
popołudnia

jak po igle
kropla po kropli – wiosna

odbicie

myślę że mogłabym się w tobie zakochać
kiedy tak na mnie patrzysz i jest wiosna
cała w roztopach i jeszcze chłodnych
wiatrach wariacko przetrząsających kieszenie
za zgubionym
zimą
światłem

myślę że mogłabym nie ulec
tym podmuchom wspomnieniu
przywiązanym do wymiętego kartonika
biletu z jakiegoś odległego tramwaju
w dalekim mieście coraz dalszym

myślę że mogłabym twojemu spojrzeniu
uwierzyć kiedy tak na mnie z kałuży patrzysz

ogłoszenie


Toruń. kwiecień 2008

oglądając Toruń










kwiecień 2008. Toruń




*cerwono-niebieskie nadwiślne autorstwa Marty Faron

zainteresowania


Toruń. ogród botaniczny 2008

Toruń










kwiecień 2008

czerwień

to ukochany kolor śniegu
barwa morza trawy

barwa niespełniona
oddalona i chłodna

oglądana z drugiego brzegu

z księgi kucharskiej

wdepnęliśmy w niezbyt gęstą zupę
gdzie ziemniak do ziemniaka ma
cały szmat drogi i ze dwie pretensje

odległości przemierza się tu kantem
naczynia – jego obrzeżem wędrując i wędrując
wzdłuż wzorka w wersji wintage
albo art nouveau

po drodze gwiazdki makaronowe
literki splątane nici spaghetti
rozmaitości wkładki która codziennie
winna być pożywna i zapewnić
zapas energii tak samo jak budulec

wszędzie daleko – gmeramy palcem
w zupie odsuwając ziemniak od ziemniaka
marchewkę od selera blade wiórki kurczaka
od kości nie opuszczając talerza

być poetką


Portret Reteski. gwasz.2010

lodowisko





Żegoty.2010

wyrok

dowiedzione
skazano

pan tylko w paru gwoździach
jak na szpilkach
śledzi naszą powinność
przez pryzmat


rozszczepienie


ból poczucie przyjemności radość
spełnienie w radości strach niewinność
żal złość duma ulga obawa brak obawy
niepewność strach panika niemoc przęsła

i nagle tęcza wyprysła
ze zwykłego krzesła

przez opłotki

ciszkiem i pieszkiem z paszkotem
milczkiem choć jakże miłym
drogą ścieżynką pod płotem
przedrzeć się przez dziewięćsiły

pośpiesznie z pliszką popyszczyć
w pyszczek lwiej paszczy zakukać
kukułce (by miała się z pyszna)
prysnąć wraz z gniazdkiem – niech szuka

jak kamień w wodę zaniknąć
dowód zamulić w dnie studni
skończyć wycieczkę i wbryknąć
na drugą stronę w bezludnie

ty zawsze przy mnie stój

mój drogi Wojdasiński aniele mój
przysłany na potrzeby armii
zjednoczonego ciała i ducha
jak broń nieśmiertelna przed złym
a nieobecnym

twoje gazetowe spodnie zafrasowane
w kant czoło mają mi być tarczą
a noszą znaki bolesnego wypadku
z obiegu

kochany Wojdasiński nawet imienia nie masz
a powinieneś nosić na karku jakiegoś
błękitnego Gabriela Michała
jak misterny węzeł tobie zaś nadano
nazwisko i numer w ewidencji spóźnień

z ramion wyrastają zmiotki
doskonale poznaję te gęsie skrzydełka
którymi ciotka Adela strzepywała z etażerki
pozostałości po książkach

szare kikutki wytarte od skwapliwie wykonywanej
świętej pracy daleko nie polecą nie poniosą
tak więc zmuszony jesteś krok w krok
siąkając nosem iść za mną

gdy w obliczu srogiej zimy
i stale się rozpadającej
gdy papier jest marną drogą

*

przed granicą


gwarz ponocnie. 2010

przymierze

przymierzmy dłoń do obrysu (miejsce – jaskinia Gargas)
przymierzmy tak by się zmieścić i ani pół palca nie wyjść
za przeznaczone
miejsce które oblewa farba

w jaskini chłodno a nam w głębi
czaszek igrają światła
i przenikają na zewnątrz wraz z gęsią skórką pamięci

jak w święte patrzymy w to miejsce
jak w ludzką dłoń w obrys czasu
patrzymy w ścianę jak w siebie
w myśl zawieramy przymierze

list

o czym można powiedzieć kochany z dalekiej Syberii
wieki już mówią ba skarżą się dziewczyńskim głosem
tos z ziemi Jukagirów jest nadal żywą łzą na korze
brzozowej głos spisany odrębnym językiem

od wieków kora stanowi najlepsze podłoże
do przesłań i głuchych kołatań za pomocą linii
splątanych w zgrabne znaczki czy zdobne hieroglify
czy też jak w tym przypadku najprostsze obrazki

o czym ci mówię w tym liście tnąc równoległe karby
krzyże więzów zacięte czy nadal to rozumiesz
jak krążą moje myśli gdy ponad prostym znakiem
rysuję pętle

Łódź






















Łódź. luty 2010


serce

ono zmiażdży ci głowę
a ty zmiażdżysz mu piętę


od tego się zaczyna
Achilles najtwardszy z Achajów
ginie śmiertelnie raniony
paryską strzałą

to Amor uczy całować
z języczkiem
ach słodka jest słabość

- koniuszek wpychamy bezwiednie
a ono miażdży nam głowę

nocą za oknem


akryl.2010

zgodność

odrzuciłam
jak trudny przeszczep

po odstawieniu
środków immunosupresyjnych
okazało się że jest obcym
ciałem

nie da się z tym
żyć

poetki portret romantyczny



szuchy pasztel. 2009

inna przestrzeń poszukiwań

co mogę wskazać jako prawdziwą poezję
nie wiem zbyt trudno jest mi nazwać
rzeczy po imieniu
trudno jest mi też nazwać siebie

kiedy dotykam kamienia wody
wierzę
że to poezja ale też
kiedy dotykam słów nawet nieporadnych
to też jest poezja – może więc to dotyk

może taki dotyk który jest dla mnie
zrozumiały

powiedzmy sobie szczerze



tempera.2010