***



chciałabym wyjaśnić że to o nie jest wiersz
o moim ojcu bo gdyby był mówiłabym o nim
tata – mój tata nigdy nie umarł na raka
nigdy też nie powiedział – zabijcie mnie bo już
nie mogę – to nie jest wiersz o moim ojcu
siedziała wtedy koło niego tamta dziewczyna -  widziałam ją
jak płakała w samochodzie bo już nie mogła wytrzymać
dni podobnych do nocy i nocy kiedy trzeba
opuścić ciało – ja wtedy siedziałam przy moim tacie
i ja nigdy nie płaczę od chwili kiedy w domu pierwszy raz
powiedziano na mnie rycząca krowa
że niby taka wrażliwa
nie wiem co się stało z  tamtą dziewczyną w  samochodzie
jej przyjaciela który jej nie pocieszał bo może
jego tata nie ojciec też żył jeszcze i nigdy nie zmarł na raka
więc jak tak siedziałam koło taty łóżka myśląc o tamtej
dziewczynie jej przyjacielu jej ojcu – mój tata
metodycznie darł ten wiersz

pisanie



cywilizacje w mojej klawiaturze denerwują się
kiedy spuszczam wzrok a on cienkim strumykiem
wsiąka między klawisze

lud powstały z brudu
w mojej klawiaturze gromadzi się
na szczytach zigguratów i złorzecząc oraz groźnie
machając zaciśniętymi piąstkami stara się trafić
w szczelinę między a i s

inni -
najmuskularniejsi wojownicy przedsiębiorą
wyprawę która ma wspiąć się aż na enter
a głuptaki wciskają delete

grawitacja



woda jest przywiązana do księżyca
słońce trzyma sznur planet
ludzie trzymają się razem
jak wszystkie ciała posiadające
masę

wskazówki są przywiązane
do tarczy
pary małżeńskie
mają związane ręce

a my kochanie
czemu my się krępujemy

tatarak



ciepły maj
zielonkawy kolor twarzy mojego ojca
sadzawka płuc co prawda niezbyt głęboka
ale przecież można się utopić
także w łyżce wody
i ten cholerny brak ciszy

aparaty hałasują
zielone żaby zagospodarowują brzegi
swoich małych królestw
oko zarasta rzęsą

ani na chwilę nie spuszczamy z uszu
kołatania serca
raz dwa trzy

i przychodzi świt