Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z listów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z listów. Pokaż wszystkie posty

bedeker

 Aleppo znam z łazienki z mydła z Aleppo
robionego ręcznie i tym samym droższego
niż wszystkie inne mydła świata tego

Iran znam ze spotkania w erewańskim hotelu
pary oczekującej na wizę i jeszcze Federica
który tułał się kolejny raz  po Gruzji
tym razem z nami bo też czekał

 Irak znam z baków samochodów
kiedy proszę żeby ktoś mnie podwiózł
Amazonię mam w łazience 
mam ją na swojej twarzy na skórze

na nogach noszę skargi jałówek
na szyi skarby wydarte ziemi
na półkach cmentarze brzóz topoli sosen
na palcach atrament
na piórze krew

bułeczka z masłem

 zostawiłeś rano na stole
najpiękniejszy list miłosny

zdarza się

zdarzało nam się zedrzeć
kolana
zdarza się zedrzeć nam skórę
paść
albo owce albo trupem
to taka pułapka

zdarzało nam się obiecać
na zawsze
zdarza się zawsze bo tak się zdarza
inna
rzeczywistość praca ścieżka
słówka słóweczka

zdarzało nam się  chadzać

zdarzało nam się wybuchnąć
rozpęc
gniewem powietrzem helem
mierzeją
próbowaliśmy się łączyć
to się zdarza

tworzyć łańcuszki
łańcuchy
uginać

kolana

jak zużytkować puszki blaszane*

jak zmienić przyczynę i skutek
w diabelski młyn skutków i przyczyn i skutków
jak się wkręcić w tryb
wskazujący na wieczne
użytkowanie – tworzywo narzędzie wytwór

nie ma powrotu chociaż jest wracanie
nie ma odwrotu chociaż jest stan
ucieczkowy podwyższony jak poziom
oleju w wiśle jak plastik na warcie jak przy odrze
niechęć wobec szczepionek

zostaliśmy zaszczepieni na wielkim pniu
ewolucji nasz pień mózgowy wrósł i wyrósł
w rakowatą narośl którą  za wszelką cenę
próbujemy ochronić zakuwając głowy

w zużyte puszki blaszane


*tytuł artykuliku znalezionego w odmętach iternętu

***

spakować krajobraz do pudełek
kamień po kamieniu włożyć do plecaka chleb
z jednego tylko pieca

oddalić się każdą cząstką
od tego co się chciało
na początku
nazwać domem drogę

i tak powędrować

krztusząc się ością horyzontu

tv

nie możemy obejrzeć
tego życia do końca bo gołębie
siadają nam na antenę

(kto nadaje ten sygnał?)

nic nie możemy

do końca

piosenka przydrożnej

próbowałam się tłumaczyć
ludziom którzy nie słuchali
uzyskać przebaczenie od tych
którym nie zawiniłam
żebrałam o łaskę niełaskawych
u bezlitosnych o litość

kapałam się w cudownych źródłach
u szarlatanów leczyłam
oddawałam ciało i usta
nawet jeśli nic nie mówiłam

pocieszałam pocieszonych przez innych
tańczyłam do braku muzyki
płakałam jak pierwsza naiwna
i wstydziłam się wstydzić

dziś mogę powiedzieć kochałam
jak wariat jak głupiec jak święta
czekałam gdy nikt już nie czekał
płonęłam i byłam zziębnięta
i wszystkim których na drodze
widziałam to już odpuściłam
i chyba już tylko sobie

wciąż jeszcze nie przebaczyłam

połączenie nie może być zrealizowane...

mówiliśmy do siebie
zdawałoby się językiem
aniołów i ludzi
każda głoska wywoływała
z lasu wszystko
co w  nim było ukryte

a później
mówiliśmy otwarcie
skrywając najcichsze
sylaby i znaki
diakrytyczne

mówiliśmy w zgodzie
ze słownikiem T9
bez słownika
mówiliśmy alfabetem

mówiliśmy zawsze
niby
prosto
ale

mówiliśmy do siebie

Tworzenie

Obraz, kiedy go zaczynać,
wygląda inaczej.
Najpierw wygląda w głowie,
 a później głowa wygląda
w nim, im dłużej to trwa,
tym dalecej.

Wiersz, kiedy go zaczynać wygląda
inaczej, najpierw zaczyna się,
a  później kończy
nieoczekiwanie.

Wszystko,
kiedy się zaczyna, wygląda na to,
że będzie
trwać i trwać. 
Tak sobie myślą, a później nie mogą
przypomnieć obrazu,

ani dokończyć wiersza.

gdybyś

gdybyś przyszedł tu dziś
w ten październikowy poranek
usłyszałbyś skrzypienie szronu
i żegnające się żurawie

gdybyś został popołudniem
słońce kładłoby się jeszcze
miękko wzdłuż lipowej alei
a świat wolno
kapałby na trawę

gdybyś zaszedł wieczorem
biały księżyc przeciąłby nić
i rozciął nas
na dwoje

wiersze nie rodzą się ze wszystkiego

nie ze wszystkiego rodzą się wiersze
Norwegia nie ma mojego wiersza
nie ma mojego wiersza Syberia
a taki winniczek ma
taki co tu kiedyś mieszkał
ale już nie żyje bo ślimaki żyją krótko
zaczynają się różkami
a kończą pod butem
(także w Norwegii chociaż tam
jakby trochę mniej)

nie ze wszystkiego da się zrobić wiersz
nie wszędzie jest miłość i śmierć
i właśnie o tych miejscach gdzie są
nie da się zrobić  (wyjątkiem jest ten winniczek
ale on jeszcze wtedy żył i był zacnym
ojcem i matką rodziny jak na obojnaka
przystało)

świat nam serwuje tysiące tematów
stron słów dostarcza interpunkcji
jest pod dostatkiem wszystkiego
ale nie ze wszystkiego rodzą się wiersze
one się rodzą z niczego

tylko czułość

jeden plus jeden
pierwiastek z czterech
zero które jest
najważniejszą z liczb

liczba populacyjna
liczba Dunbara pech
chaotyczne ruchy cząstek

jak mamy upiec chleb
w tym jeszcze nierozgrzanym
pierdolniku

jak mamy uciec (się)
do modlitw które nas nie gonią
od głosów w słuchawce telefonu

w imię którego nie jesteś
sobie w stanie wyobrazić
ja ciebie poznaję
na wieki wieków

amen

Z listów (4*)



Królowo  ten oficjalny ton moich listów jest dyktowany
nie brakiem czułości lecz zwykłym brakiem
ufności w  posłańców – podejrzewam zdradę
w chwili zwątpienia chciałem ci posłać kielich
trucizny sztylet kosz jadowitych gadów – to strach

dyktuje mi takie gniewne kroki stłukłem zwierciadła
spaliłem mosty wysłałem na śmierć całe dziesiątki
najlepszych wojów. moja najmilsza  każdy z nich mógłby
uciąć ci głowę udusić we śnie  i rozwlec ciało
które tak lubię w głębokiej pustyni – droga Królowo

nie umiem podnieść swej zbrojnej ręki która zadała
śmierć tylu wrogom większym od ciebie choć bardziej
pokornym mniej buntowniczym wrogom nie moim
jak ty jesteś moja prastara żmijo o gładkim ciele
i oczach w które patrząc ci rankiem widziałem swoją

śmierć .dziś ją trzymam blisko za ramię jak przyjaciela
choć chciałbym twoje ramię przy swoim i twoją szyję
poddać mym palcom zabrać powietrze i jednym ruchem
przybić na zawsze ciało
do  ciebie


z listów [3]


pytasz mnie władco dlaczego się kryję
surowo karcisz ten według ciebie
brak hartu ducha jaki przystoi
wojownikowi wielkiego Rzymu
a ja odpowiadam królewskim pismem
zwiniętym ściśle i opatrzonym
moją pieczęcią tu jest pustynia władco –labirynt
dróg możliwości i lwów nie z areny lecz na wolności
leżą na skałach jak wielkie cienie

patrzysz z przekąsem jak chwytam skraj szaty
i szybko zmiatam zamiatam za sobą
tropy i ślady jak ścieram kropki jak drę papirus
usuwam plany
wyrywam całe połacie gestów pragnień i woli
wyrzucam służbę wyganiam gości niszczę kapłanów
zamykam komnaty i siadam nad Nilem
zaciskam wargi

kładziesz mi władco dłoń ciężką na ramię
piszesz rozkazy swoim kohortom i mówisz ucz się
wyjdź na spotkanie nubijskim wrogom
oprzyj się o mnie a ja się wielki cesarzu boję
tu jest gorąco febra malaria żaden wojownik
nie będzie w stanie znieść swego ciała
więc zniesie na tacy
królewską głowę

z listów [2]

życzysz sobie władco wieści – co mam ci opowiedzieć
pomiędzy zbrojnym butem Rzymu a niepokorną pustynią – morze
historii

ty wznosisz pomniki budujesz domy nam tu przyszło grzebać
w piasku to czego nie chciał strawić wiatr ani roznieść
na cztery strony

ziarno za ziarnem układamy szaniec (dla niektórych to droga)
broniąc dostępu do naszych granic - a jednak
oko w murze wciąż jest czujne

mówisz mi nadal królowo co z twoim krajem
jakie podatki płacą ci którzy kornie schylili głowy
kiedy przetaczała się nawałnica

a ja posyłam ci dzbanek pełen wody jedynego
złota jakie przyszło nam tu zgromadzić

z listów

czy cesarzowi wolno tęsknić? pytałam cię
cesarzu najmniejszego na świecie państwa
wolno odpowiedziałeś nawet trzeba bez tego
nie ma ani mojego królestwa ani twojego
królowo największego państwa na świecie
górnego i dolnego Egiptu

rozszerzamy granice i cofamy według uznania
dokąd można sięgnąć patrząc w dal
wiodąc wzrokiem za ciągnącymi
oddziałami posłańców których nie posyłamy

w Egipcie susza skazała papirusy na zanik
piszę ci w ostatnim liście. Rzym łupią wandale
nie mam czasu zająć się nawet własnym sandałem
a co dopiero jechać gnać na złamanie karku
ale patrzę królowo patrzę przez palce

jak siedzisz nad brzegiem rzeki zacięta
ostrym liściem papirusu. czuję jak łykasz ślinę
w suchym powietrzu. ja słyszę jak szumią
twoje znaki na drzewcach jak tną powietrze
ostre miecze. to już niedaleko w miejscu serca
dzielimy los papierem