Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreaturia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreaturia. Pokaż wszystkie posty

ścieżka obok domu



niech cię nie zwiedzie tłum
co biega ulicami – nie idź za nim stań
na zebrze się rozejrzyj patrz
jak żebrze pod nowym towarowym domem
twój niedoszły prezydent (może)

zapisz się zapisz na liście
na ognisko się zapisz w annałach
historii w księdze rejestrów
w kartotece policyjnej kiedy po litrze
pójdziesz do niego
biedaszka stojącego nadal pod tym domem
pod twoim domem
pójdziesz i mu wygarniesz
z zaciśniętej garści  grunt

i może pójdziecie razem
kopiąc po drodze
kamienie polne dołki pod bliźnimi
metro pod warszawą i linie tramwajowe
w jesiennym olsztynie – pójdziecie

i nikt was nie znajdzie ani tłum
ani policja ani biuro śledcze
ani jasnowidz z kielc co nawet dwóch ludzi znalazł
w rzece utopionych – ani twoja żona
ani jego kochanka
sekretarka
sekretarz co zna tysiąc sekretów

nie znajdzie was nikt

mechanizm letalny



stado wietrzy podstęp jednostki
wietrzą podstęp
z wiatrem płynie powietrze mniej
lub bardziej morowe

nieufnie czytają listy nieufnie
czytają gazety
boją się gorzkich słów boją się
własnej śmierci

boją się niekochania i braku
zaufania
boją się samych siebie i mnie się boją
i ciebie i ich tych tamtych ich wszystkich
nazwiska pod nazwiskiem

stado boi się deszczu stado boi się
burzy
jednostki wchodzą w  układy
fizycznie niedoskonałe

układy są zmorą jednostki
układy są zmorą stada
mniej lub bardziej scalone
mniej lub bardziej oporne
jednostki ciągle się burzą
stado jest oburzone
jednostki są zaburzone
boją się cieni i cienia
o jak strasznie się boją

pisanie



cywilizacje w mojej klawiaturze denerwują się
kiedy spuszczam wzrok a on cienkim strumykiem
wsiąka między klawisze

lud powstały z brudu
w mojej klawiaturze gromadzi się
na szczytach zigguratów i złorzecząc oraz groźnie
machając zaciśniętymi piąstkami stara się trafić
w szczelinę między a i s

inni -
najmuskularniejsi wojownicy przedsiębiorą
wyprawę która ma wspiąć się aż na enter
a głuptaki wciskają delete

regulamin BHP

dla własnego bezpieczeństwa chowaj
rajstopy długie skarpety i szalik
we właściwym miejscu – do szuflady
wchodź zawsze po cichu zaraz po tym
gdy usłyszysz jakiś dziwny dźwięk – zamykaj
oczy zasłaniaj usta dla bezpieczeństwa

talerze miski wazy wszystkie porcelany
ustawiaj porządnie na półkach zaraz po tym
jak usłyszysz skrzypienie drzwi – smaruj
do komórki i tam zamykając oczy i zatykając usta
wciśnij głowę pomiędzy kolana

sztućce wypoleruj dla własnego bezpieczeństwa
wyprasuj kąty kanty koszule a potem obiad
grzej gdzie pieprz rośnie
na oślep zatykając usta

najprawdziwsza historia Hilariusza Bęcwała

deszcz
kropnął z grubej rury <- brzdęk
odbił się od kapelusza stojącego pod chmurą
Hilariusza Bęcwała <– uruchomiło to kaskadę
zdarzeń <– oto kropla
odprysk wielkiego deszczu przygniotła
zamyśloną mrówkę chcącą nagle z kamasza
gonić tramwaj
uciekający linią numer pięć

ten zaalarmowany
panicznym wrzaskiem mrówki wyrżnął w pień
rodzinę much ścigającą się do tamtego drzewa
miał być piknik i w ogóle
motorniczemu aż wzrok skoncentrował się
na czubku nosa

a to ci historia! podskoczył Hilariusz
któremu ten widok przypomniał
że zdążyć miał z deszczu pod rynnę
chwycił więc oszołomiony tramwaj
i odpychając się jedną nogą z całych sił gnał
przed sobą blaszany pojazd jak odrapaną hulajnogę
kiedy jeszcze był chłopaczyskiem i miał poobijane kolana

motorniczy próbował wydobyć z harmonijki
jakiś dźwięk próbował rozprostowywać blachy
które ciągle wyginał padający deszcz
i jeszcze w dodatku opukiwał tramwaj jak puszkę sardynek
jedynie Hilariusz odziany w swój słynny kapelusz
głuchy na wszelkie prośby krzyki i napomnienia
z wizgiem mijał kolejne zakręty trawnika

nagle

promień słońca przedarł się przez chmurę
wszystko zastopowało pieniła się rynna
Hilariusz otrząsnął z wody odstające uszy
wytarł nos rękawem
i mrówka dobiegła <- wsiadła do tramwaju

postępowanie wsteczne

rybę zacząć od ogona
sama zaczyna się od głowy więc po co
to powielać
i nigdy nie skończyć

od dupy strony strona niesie w sobie
optymistyczną możliwość że przy samej głowie
pojawi się sens – zatem to będzie
objawienie
którego wszyscy oczekujemy

(w podobnej skali przeżycia byłoby ponowne
przyjście mesjasza
albo eureka wyłowiona przypadkiem
z dna wanny)

w akwenie czaszki
pływają cudownie rozmnożone
stada symboli i lepkie macki
wyciągają zdania-ukwiały
jednym słowem - pierdolnik

zacząć mówić od końca
zacząć żyć od końca
ten paradoks pozwoliłby dokończyć
radośnie i z sensem
na samym początku

zeskrobać wszystkie łuski
ruchem pod prąd
zrozumieć co tamta blondyna
mówi do ciebie

*

sieć

nasze ciała są poznaczone liniami
nasze nie tylko twoje moje
i to nie są linie papilarne
żaden indywidualizm
więżą nas te linie
jak telefoniczne druty

oto linia życia i śmierci
linia głowy kiedy noc nie chce się
zakończyć
linia wody do której nie chcemy wejść
kolejnej miłości

rozumiemy się doskonale
to nie prawda
że nie siedzimy sobie w głowach
siedzimy tam wszyscy jest taki tłok
że nie da się oddychać
normalnie

dzwonimy codziennie ja do ciebie
ona do mnie on do niej
rozmawiamy na setki i tysiące
sposobów
minut

przeszywają nas linie
przykuwają nas do siebie
do łóżek do skał
rozrywają powietrze
i każdy z nas
ma na własność nieswój strzęp
pozostający po drugiej stronie

wyjeżdżamy do nigdzie

wyjeżdżamy do nigdzie -państwo ktosiowie
indywidualny wypoczynek podróż
z marzeń
wyjeżdżamy do nigdzie

walizki nesesery już kilkukrotnie
przepakowywane – niczego nie zapomnieć
w nigdzie może tego co lubimy nie być
a szkoda się wyzbywać
przyzwyczajeń

wyjeżdżamy do nigdzie mamy termosy
porządne kanapki i telewizory
turystyczne karty kredytowe na nowe
wypadki

to jest coś tak wyjechać
do nigdzie o poranku
pożegnać się bez mrugnięcia oknem
i wybyć

ludzie którzy boją się chorób psychicznych

ludzie którzy boją się chorób psychicznych
ludzie porządni ludzie czyści
ludzie czyszczący paznokcie ludzie polerujący paznokcie
ludzie czyszczący samochód ludzie czyszczący podłogę
ludzie czyszczący zęby szczotkujący włosy
sto razy z włosem sto razy w drugą stronę

ludzie uporządkowani ludzie z segregatorem
szczotkujący podłogę polerujący ściany
czyszczący plamki na meblach szczotkujący samochód
czyszczący plamy w łazience czyszczący osad na zębach
sto razy z włosem sto razy
czyszczący swoje rachunki nabłyszczający paznokcie

ludzie którzy tak bardzo boją się chorób psychicznych
obchodzą je raczej z daleka obchodzą je nader ostrożnie

kontakt

B milczy S się nie kwapi
B milczy dalej S nasłuchuje
B po drugiej stronie ściany
przykłada ucho do ucha S
dochodzi do połączenia kanałów słuchowych
w taki sposób że mogą usłyszeć
własne niesłuchanie

po chwili

S robi dźwięk B go odbija
S odbija odbicie a B zamyka dziób
teraz przesuwają się po ścianie równolegle
choć w przeciwne strony
- wynika różnica jakichś
30 centymetrów

B robi dźwięk S wkłada go sobie do ucha
i milczy B beczy S nie może tego znieść
wypuszcza dźwięk drugim uchem
echo uwolnionego dźwięku trafia do ucha B
i blokuje je na dłuższy czas

po czasie

S sunie wzdłuż ściany zastanawiając się
nad przyczyną głuchoty
w obu pokojach zaczynają zbierać się
wykorzystane głosy

*

optymizm

to absolutny nakaz
trzeba się bezwzględnie uśmiechać
i jest to nakaz bezwzględny

trzeba te uśmiechy rozwieszać
jak sztandary dobrej woli

co natomiast w przypadku
gdy nie ma dobrej
woli?

Madame

madame patrzy przez szybę
witryny cafe gdzie siedzi
i znad filiżanki śledzi
spokój konstruowany
któremu uciekła

Madame wie że szczęścia
można się nie nauczyć
chociaż dość prosto można
wykonać formę
i dopasować

matka Madame ciotki
siostry teść szacowne grono
(no może prócz dziadka
bo ten był zawsze
huncwotem)
nosili domowej roboty
gorset

kilka pionowych prętów
kilka skórzanych pasów

Madame w gorsecie na zdjęciach
Madame w gorsecie uśmiechnięta
Madame w gorsecie je obiad uczestniczy
Madame w gorsecie świętuje
Madame w gorsecie odchyla palec
kiedy pije kawę a dwa kiedy herbatę

nie ma w gorsecie madame

święty Filip

(Panu P.K. Dickowi)


zawiesił oko na niebie
i odtąd go pilnowało
(śledziło?)

gdzie się nie udał
zawsze pierwsze wiedziało
czy to on
czy nie on
nawet jeśli sam

nie był pewny
a nie był

co się teraz stanie
kiedy zamknie powieki?

pryzmat

sprawdźmy co się stanie
kiedy na pustej scenie powiesimy sznur
przechodząca staruszka wypsioczy bałaganiarzy
bandę cwaniaków i nierobów
sterany urzędnik zawiąże
na końcu pętlę i przystanie pomyśleć
czy warto i czy się nadaje

później

gromadka dzieci zrobi sobie
huśtawkę aż strach żeby się nie urwało
a jeśli się nadweręży to nocą
sąsiad zza rogu spróbuje
jak to się trzyma
urwie i poniesie
bo taka porządna lina
wszystkim się przyda

golem

onaki wznoszą pomnik
ku
czci
Wielkiego Kreatura
piszą pod nim
oto król – niech żyje

lody

bardzo lubi osobiste
wycieczki w stronę krain poufnych
złamanych przez tajne
za
na
wy
- kazy

gestów na i niena gannych
rejestry odgórne
oddolne upoważnienia

bardzo lubi
przełamywać

powiększalnia

pani się lubi wyjątkowo
wdzięczyć
proszę oto puzderko
z małym lusterkiem
odwdzięczy się za nadobne
zaręczam

puzderko otwiera się w dwie strony
ma taki mały zameczek
i jeszcze mniejszą koronę
ta część jest dla królowej

lecz jest zabawniejsza
ta druga
kiedy przez okno na wieży
wyjrzeć
przy dobrej pogodzie

zobaczy pani spękaną
ziemię skóry
włos na brodzie

jak konar drzewa

aparaty do połączeń

ponieważ onaki wciąż tłukły się po głowach
a ich powierzchnia nie dawała podstaw
do badań

Wielki Kreatur postanowił
im prędzej zbudować aparat
(tym lepiej)

aparat wymagał stosownego czasu
przykręcenia i kalibrowania
a także skali porównawczej która pozwala
wygaszać szumy

pierwsza próba komunikacji była udana
a przy okazji okazało się
że onaków jest więcej niż jeden
rodzaj

może to jakaś skrzywiona śrubka w jednym
z aparatów wzorcowych dychotomia albo
jakaś niewyjaśniona mutacja
spowodowała odkształcenie
eksperymentu

po paru układnych gestach przyjaznych
uśmieszkach
natychmiast zaczęły się wyrażać
i to na różne sposoby nierzadko
z pełną obsceną

każda próba niesie ze sobą jednak
pouczenie więc Wielki Kreatur zaciera
ręce zaś dla uspokojenia
zbudował im
specjalne miejsce

piekło porozumienia