bedeker

 Aleppo znam z łazienki z mydła z Aleppo
robionego ręcznie i tym samym droższego
niż wszystkie inne mydła świata tego

Iran znam ze spotkania w erewańskim hotelu
pary oczekującej na wizę i jeszcze Federica
który tułał się kolejny raz  po Gruzji
tym razem z nami bo też czekał

 Irak znam z baków samochodów
kiedy proszę żeby ktoś mnie podwiózł
Amazonię mam w łazience 
mam ją na swojej twarzy na skórze

na nogach noszę skargi jałówek
na szyi skarby wydarte ziemi
na półkach cmentarze brzóz topoli sosen
na palcach atrament
na piórze krew

wysoki sądzie

 żeby zachować szczątkową czystość
wobec wyrzutów sumienia – muchę
utłuczoną packą pochowałam
zasilając doniczkę z draceną

kwasami omega plus mamę
martwym królikiem schorowanego kota
z silną traumą i neurozą
pochowałam muchę głęboko
wierząc

albo

 albo iść prosto pod drzewo tuż po wielkiej ulewie
tylko dlatego że się zachciało czereśni
albo nie iść – raczej iść bo myśl o tych czereśniach
straszniejsza jest od deszczu na karku
od całkowicie przesiąkniętej dreszczem
koszuli od wody w kałuży tuż przy łóżku 

albo jechać do pracy strojąc sobie miny
pod chirurgiczną maseczką z precyzją pajaca
nadziewać ludzi strugać z nich wariata
takiego co jest jeden prosty ale złożony
z torebek kapeluszy parasoli i siatek
w całkowitą i niepodważalną kratkę 

albo na przykład położyć się zupełnie
obok kogoś obcego kompletnie i nieodwracalnie
a kiedy się już porządnie nastraszy uciec
starannie i skrupulatnie i zamknąć drzwi
od środka na co najmniej dwa klucze
żeby za nami nie trafił jasnym szlagiem
ani z pismem urzędowym co gorsza

albo jeszcze można
siąść przy biurku konkretnie po turecku
i paląc fajkę wyciągniętą z jakiejś szafy
pisać jakieś tam niestworzone dyrdymały
pakować je w koperty po jakieś
powiedzmy dziesięć kilo i próbować nadać
im jakiś sensowny sens żeby choć poczta
mogła je zważyć

bułeczka z masłem

 zostawiłeś rano na stole
najpiękniejszy list miłosny