księga tataraku



skrzydełka nosa cienkie
nitki śliny nitki mucyny
mucyna ciągnie się ale nie sięga
do ziemi więc nie mogę się przywiązać

cienkie skrzydełka ćmy – nosa nocy
kiedy gniotę jeżyny mięśniem szerokim
grzbietu – odlatuję

w przestrzeń pozbawioną jakichkolwiek
konotacji kontekstów
i w związku z tym nie zostanę
zbawiona

sklerotki



dostałam samoprzylepne karteczki
[nie będę więc teraz zaginać rogów
albo oślich uszu czytanym książkom]

pierwszą z nich nalepiłam na twoje oko
żeby nie zapomnieć jak patrzysz
kolejną –zdaje się
różową zostawiłam w cudzej sypialni
(właściwie nie wiem po co)

jedna z nich – widzę to wyraźnie
zakłada strony
w encyklopedii (a może to słownik
obcych wyrazów)
na wypadek gdybym chciała składać
jakieś wyrazy

następną nalepiłam na sercu
i ach po co o tym pamiętać

w oczekiwaniu na dynię



najpierw zdechła przyjemność później
obwarowaliśmy się ugodami tysiącem ustępstw
klauzulami poufności tajności naszych
podpoduszkowych marzeń później jeszcze
przyszedł deszcz i zlał to wszystko
w jeden kubeł co stał pod łóżkiem na wypadek
gdyby któreś z nas przeciekło
między materace – przesiąkło

poczucie że jest coś nie tak nie teges
że się nam już naprawdę nietegesi tak grzecznie
wychodzimy z szafy siadamy przy stole i wieszamy
palta na wskazanym miejscu i ustawiamy buty
w przedpokoju – tylko koty i dzieci

widzą duchy a my z szarymi palcami od popiołu
oddzieramy groch

stany podróżne



nie wiem kto mnie zaraził
zapewne jeden z tych nosicieli
z przypadkowego kontaktu
gdzieś na trasie
między pierwszym punktem a i z

najpierw krótkie napady
ataki na pobliskie wzgórza
później coraz dłuższe choroby
aż po długotrwałe stany
podróżne

obecnie znów jestem w drodze
poruszam się wokoło siebie
a czasem wędruję po promieniu

staję wtedy na obwodzie koła
jakie zatacza mój wzrok
i tłukę głową w przestrzeń