orogeneza



pomimo ciszy trwającej zda się
od zawsze pod powierzchnią wrzało
nasze płyty książki filiżanki
nieustannie się przemieszczając
naciskały na siebie i wypiętrzały
zewnętrzne warstwy a z czasem
całe masy skały skorupy

i ciężko powiedzieć kiedy
wyrosło miedzy nami pasmo udręki
a może łańcuch przyczynowo-skutkowy
a może jeszcze inaczej – góry możliwości
tylko się spiąć i wspinać

żaden tam wulkan niszczący wszystko
w promieniu rzutu treścią
wylaną wprost z ziemskich trzewi
- ot lita spokojna niewzruszona skała
do której z różnych stron bezskutecznie
podchodzimy jak jacyś mahomeci

Gargas




żyjemy w zapomnieniu
od czasu do czasu
ktoś się przyśni ktoś
nadal nie zadzwoni – to nic

coraz mniej boli
zostawiony na policzku ślad

dłoni

durisaz



zanim otworzyłam usta słowo
obiegło ziemię a świat
nie zrobił tego czego się bałam
nie zwariował

nawet jednym gestem
nie pokazał mi że źle
zrobiłam nie zademonstrował
że jestem - nic
 cisza

dopiero po słowie
zajęły się ogniem kuluary
szumiało w trzcinie – słowo
do słowa dodawało się i rósł
mi na języku pypeć
i wreszcie mogłam

mówić cokolwiek
krzyczeć

kosmochoria



pustka  potrzebuje manifestacji – czegoś
co ją wydobędzie i określi choćby nieprecyzyjnym
gestem – jest pierwsze ziarno

to może być rozbłysk fala elektromagnetyczna
słowo dotknięcie czy po prostu zwykłe a-psik

pomiędzy nami niespodziewanie wyrósł ukwiał
kosmiczny chaos w którego rafie kryją się
wszystkie nasze dzienne sprawy. zaklepane pochowane
ścigane przez mureny umierające w zatrutym środowisku
wraki

a ty?- powiedz mi – kto zasiał ten kosmiczny
nieporządek kto pchnął pierwiastek Alef
w serce gwiazdy

pierwiastek ciebie
w moje






*