zawijamy się



zawijamy się z tego świata
idziemy w całuny w drewno
w skałę z epoki łupanej
drążymy coraz głębiej
aż po samo sedno
aż po pojedynczy
samotny pierwiastek

zawijamy się w kokon
zawisając na gałęzi głową w dół
kołysani morowym powietrzem
drążymy coraz głębiej
budując na nowo
czułki tchawki i skrzydła
obolałe jeszcze

zawijamy się szczelnie
kutamy w szaliki płaszcze
broniąc powietrzu dostępu
do naszych przeraźliwie
delikatnych tkanek

rozmowy



rozmowy z mężczyznami
stale te same – kochasz mnie?
milczenie – o co ci chodzi!

oczywiście że chodzi mi o nic
o to samo nic które kiełkuje
rośnie wzdłuż i wszerz które umyka
na krótkie tak ale tak nie ma
jest ciągle to samo – kochasz mnie
milczenie

johoho



tyle nam zostało ledwie płomyk świeczki
którą byle podmuch obraca w ogarek
jakiś ze wstążeczką wymięty bukiecik
i spróchniała krypa co płynie w nieznane

żegna nas płacz sierot kiedy od nadbrzeża
swe awanturnicze odbijamy ciało
a gdy odpływamy bractwo nas szkaplerzem
odżegnuje żeby wracać się nie chciało

czeka nas nieznana do tej pory ziemia
gdy  zgrabiałe ręce już nie szarpią  sterem
więc poznając życie znowu od korzenia
płyniemy wesoło pod Jolly Rogerem

To już tu leżało...

cienkopis. 20.01.2017