akwa


żegoty 2019, akwarelka

piosenka przydrożnej

próbowałam się tłumaczyć
ludziom którzy nie słuchali
uzyskać przebaczenie od tych
którym nie zawiniłam
żebrałam o łaskę niełaskawych
u bezlitosnych o litość

kapałam się w cudownych źródłach
u szarlatanów leczyłam
oddawałam ciało i usta
nawet jeśli nic nie mówiłam

pocieszałam pocieszonych przez innych
tańczyłam do braku muzyki
płakałam jak pierwsza naiwna
i wstydziłam się wstydzić

dziś mogę powiedzieć kochałam
jak wariat jak głupiec jak święta
czekałam gdy nikt już nie czekał
płonęłam i byłam zziębnięta
i wszystkim których na drodze
widziałam to już odpuściłam
i chyba już tylko sobie

wciąż jeszcze nie przebaczyłam

połączenie nie może być zrealizowane...

mówiliśmy do siebie
zdawałoby się językiem
aniołów i ludzi
każda głoska wywoływała
z lasu wszystko
co w  nim było ukryte

a później
mówiliśmy otwarcie
skrywając najcichsze
sylaby i znaki
diakrytyczne

mówiliśmy w zgodzie
ze słownikiem T9
bez słownika
mówiliśmy alfabetem

mówiliśmy zawsze
niby
prosto
ale

mówiliśmy do siebie

Tworzenie

Obraz, kiedy go zaczynać,
wygląda inaczej.
Najpierw wygląda w głowie,
 a później głowa wygląda
w nim, im dłużej to trwa,
tym dalecej.

Wiersz, kiedy go zaczynać wygląda
inaczej, najpierw zaczyna się,
a  później kończy
nieoczekiwanie.

Wszystko,
kiedy się zaczyna, wygląda na to,
że będzie
trwać i trwać. 
Tak sobie myślą, a później nie mogą
przypomnieć obrazu,

ani dokończyć wiersza.