wierzenie

pod progiem jest kość
tej ziemi jeden nędzny ogarek
pozostawiony diabłu
na życzenie

stawiam się w miejscu zwęglonej
ściany i staję otwarta
odarta z półcieni

w krzywy kąt uśmiechu
zaprosiłam niechciane bogi
zapomniane ludy
zaklęcia w wierzenie

i pielęgnuję je na półkach
pod stołem sufitem
pod dachem

który nie istnieje

opar

trzymał ją w przekonaniu
że nie da się przejść przez oparzelisko
poszła
przyniosła mu stamtąd skrzywione
rozwrzeszczane niemowlę
i siebie pokorniejszą
ale tylko trochę

mgła zakrywa ścieżki
kołyszą się trawy. nie poznane
są wyroki boskie

odklinanie

pójdziemy w mgły na żurawie pola
znaleźć nowe i nasze
rankiem na drodze podniesiemy
kamień co leżał tam od zawsze

pójdziemy sierpniem poucinać kosy
słońce zbierze je w ramkę
pierwsze odklinanie moje włosy
zapachną tobą ty rumiankiem

wrócimy w progu podam ci herbatę
w herbacie miód i lipa
i będę siedzieć i przez palce patrzeć
i lubić z tobą przebywać

La szuka jednego spojrzenia

jest wyjątkowo długi świt
rozciąga się na całe niebo

Barnaba staje przed dylematem