Nadbrzeżna. Jeziorany



to jest ulica tak samo piękna
jak wszystkie te które usiłują złapać
nasze nieprzygotowane na to serca
zakątki

przedsionki i komory chatynek
proste wyjątki powiedzonka powidoki
smalec skwarki i pokrzywy

dać rzeczy sedno – powiedzmy sobie
jedno – nic nam nie powie – milczenie
bez dna – a ty człowieku podejdź
zostaw zaniechaj nie psuj-

ulica Nadbrzeżna - śpieszmy kochać
bez pośpiechu

sztuka palenia rękopisów



uświadom sobie że to tylko słowa
wyuczona manipulacja językiem
w celu uzyskania umówionego sygnału

dlaczego więc przykładamy do nich
tak wielką wagę dlaczego w ogóle mówimy -
należy je ważyć

nic nieznaczące gesty ołówkiem
po białej karcie papieru
ślad wędrówek myśli i nauk
że a ma laseczkę i że kompletnie
nie rozumiemy kogoś kto zapisuje
a jako ślimaczek albo alef
rozniecone w naszych głowach
płoną i zabijają parzą
choć można też z nich budować

uświadom sobie że to tylko słowa
sami je stworzyliśmy wierząc niezbicie
że były już na początku

na początku był chaos

atlas nie



nie z poetą bo poeta niestety nie pamięta
w dodatku pisze swój wielki wiersz zużywając
to co miało pójść na robienie bliskości

nie z muzykiem bo rzępoli po nocach
a rano złości się że przeszkadzasz i zajmujesz
czas oraz miejsce na futerał kolejnego instrumentu

nie z romantykiem ten by tylko w  gwiazdach
podobnie jak nie z astronomem bo ten to samo
nie z Nienackim bo ten już nie żyje a jakby żył
możliwe że robiłby to jak samochodzik ‘per pan’
et per aspera ad astra (sic!)

nie z rozwodnikiem bo nadal nie porzucił zdjęcia
rentgenowskiego swojej byłej i nie z żonatym
bo to tylko posypka na codzienność takie tam płatki
kwiatków zupełnie nieważnych (tajne confetti)

nie z uczonym – będzie gadał i gadał chyba że
jest prawdziwym uczonym wtedy ani słowa nie zamieni
nie z myśliwym (zbyt dobre oko szybko oceni
upływ czasu)

nie z wariatem ten mógłby być całkiem przyjemny ale
zdarza mu się nie zadzwonić już nigdy przedtem
ani potem ale też nie z dzwonnikiem z Notre-Dame
bo niski i z kolei zbyt często dzwoni

nie znienacka i nie po uprzednim namyśle
wzorem Wandy co Niemca nie chciała
kończymy w Wiśle

zawijamy się



zawijamy się z tego świata
idziemy w całuny w drewno
w skałę z epoki łupanej
drążymy coraz głębiej
aż po samo sedno
aż po pojedynczy
samotny pierwiastek

zawijamy się w kokon
zawisając na gałęzi głową w dół
kołysani morowym powietrzem
drążymy coraz głębiej
budując na nowo
czułki tchawki i skrzydła
obolałe jeszcze

zawijamy się szczelnie
kutamy w szaliki płaszcze
broniąc powietrzu dostępu
do naszych przeraźliwie
delikatnych tkanek