Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmochoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmochoria. Pokaż wszystkie posty

horoskop

patrzymy w gwiazdy wymarłe
miliardy lat temu
próbując odczytać
z ich nieistniejących ciał
naszą dalekosiężną przyszłość

(zdaje się
czytanie z trupa nazywa się nekromancją
nie astrologią)

patrzymy na ostatni spazm
elektromagnetyczny list przesłany nam
najprostszą z możliwych dróg
i wierzymy

święcie i niezbicie
że zawiera przesłanie
na nasze najdalsze
nanosekundowe życie

strój

stale się przebieram, mam jedno ubranie
do pracy, jedno do sprzątania, jedno do modlitwy
kiedy wychodzę jakaś nieswoja w swoim
ubraniu do pracy, dbam o to by chroniło
przed wszelkimi szykanami świata

w ubraniu do modlitwy pilnuję
by się nie pobrudzić
wyglądać schludnie i pozostać czystą
przynajmniej do powrotu
zbawiciela świata, kimkolwiek on nie jest

a po domu chodzę
w ubraniu do sprzątania
bo w domu się ciągle kurzy
i osiada

bajka o czułości

człowiek który odmienił słowo czułość
(chyba przez wszystkie przypadki
z nadużytecznikiem włącznie)
poszedł sobie

więc zostałam
z tą całą czułością
z całymi kilogramami czułości
jak ten głupi Jaś któremu
zamiast zaczarowanej fasoli

wciśnięto zdychającą krowę

Napisz mi o tym (...)

Napisz mi o tym,
o czym są wszystkie dobre piosenki –
o nieszczęśliwej miłości

Doprawdy, gdyby wziąć wszystkie połamane
serca świata i zrobić z nich wielkie gruzowisko,
to i tak nie będzie  to cmentarz.

Biegają tu dziwne zwierzęta, wiją się
rośliny o kolczastych liściach i bladych płatkach.
Kiedy czujnie nadstawisz ucha, o ile znajdziesz w sobie
odwagę by się tam znaleźć, usłyszysz

szelest niewysłanych listów, echo
nieodbytych rozmów i niewypowiedziane
słowa. To nie jest cmentarz

dlatego nie da się tutaj stworzyć

ostatecznego zakończenia


odpowiedzialność

mieszkamy na planecie
w świecie na kontynentach
kontyngenty w nas zamieszkują
w szałasach penthausach
w naszych ekskrementach
mieszkają bakterie
my mieszkamy w ludziach
których dotknęliśmy

myślą zmową
uczynkiem
i niedbaniem

to moja wina

moje ciało

umiera ojciec
moje ciało
biega odchudza się sprząta

nie żyje siostra
moje ciało
 czyta pisze pierze

matka doznaje udaru
moje ciało
idzie na wesele

łamią mi serce
i nic nie dociera
do mojego ciała

niewidzialne



moja mama rozmawia z niewidzialnym
słyszę z kuchni jak mówi do niego
wskazując nasze sprzęty domowe
- to sufit tu podłoga

niewidzialne jeszcze nie umie się znaleźć
myli krzesło i stół próbuje siadać na stole
trzyma łyżkę odwrotnie i czasem wyskakuje
z lustra albo ciemnego pokoju

mama tłumaczy mi
swoim świergotliwym językiem
że do niego trzeba mówić głośno i wyraźnie
nie wolno się denerwować bo wtedy niewidzialne
boi się i stroszy i zamienia
w naszego wspólnego wroga

stąpamy więc cichutko na paluszkach
oddychamy spłoszone ale odważnie
tak jak należy - głośno i wyraźnie mówimy rzeczy
omawiając głównie  nieistotne

schronisko



rasowe mają dom i drogą
obrożę koszyczek poduszki
rodowody certyfikat i 
posiadania
pani pana

niektórym kundlom
też się powiodło
czasem  mają kanapę
albo jakąś budę i rękę
która pogłaszcze

te tutaj marzą
śnią się im kości
szorstkie pieszczoty
wspólne biegi
w niekończące się
drogi

te tutaj czekają każdej soboty
na spacer
szczekają z nadzieją
przy  szczęku klamki
łzawią z rozkoszy czekając
na kaganiec

rozgrzewka przed umieraniem



próbujemy wszystkiego
co się da – czytamy poezję
(to najgsmutniejsza z dróg
ale są też inne) -
dotykamy się
gestem słowem uczynkiem
i zaniedbaniem
szturchamy patykiem

praca wre
pod kotłem stary diabeł pali
a wrze w emaliowanym garnku
w malowanym dzbanku
w gwizdawce ludowej
w odpustowym wiatraczku

niby nic
rzeczy są oderwane
nic nie powinno denerwować
(nas)
bo się dzieje na zupełnie innej
płaszczyźnie
planecie
niby nic a do kurwy nędzy
za co

ten wiatraczek
patyk stojący obok garnek
niedostatecznie dobrze

napisany wiersz

platoniczna miłość



z niej nic się nie urodzi
nie wyrośnie drzewo nie będzie płaczu
nad dziurą w piasku – ona sama

jest jak dziura najpierw się w nią wpada
później długo leci samotnie i ląduje
nogami do góry

siedzi się chwilę później i wybiera
suchy żwir spomiędzy zębów
i wtedy można już zgrzytać

albo zasilić kolejnym wierszykiem
niezliczone rzędy poetów

ecce



wcale mi się nawet biec nie chce a tobie
jeszcze bardziej nie ja to widzę i słyszę ecce homo
nikt nam nie powiedział wiem ciągle nie wiadomo

gdzie ma dociec a nawet jak startuje człowiek
wykopany gnat jeden a drugi wyciąga
ten co bliżej lub dalej od punktu odniesień

jesień to jest grawitacja żółte liście pociągów
długie grube dżdżownice biegnące gdziekolwiek
by hen za horyzont raz zdarzony i jasny
z czemadanem walizą i workiem płóciennym

gdzieś gdzie wreszcie sprawy trybem jakimś żelaznym
skute jakby nie spojrzeć milczeniem nikczemnym
gdy się może biec nie chce a nawet  nie wolno
a wszyscy naraz chcą iść i kurwa idą / prostą ścieżką polną

myślisz



myślisz
musisz żyć
tu i teraz a gdzieś tam
upada kolejny schemat
człowiek ostatni przedstawiciel
gatunku który nic nie znaczy
którego nie znasz chociaż jest
brakującym ogniwem

i już za chwilę
zniszczy twój świat
nie taki
jaki znasz – jego brak

zniszczy

każdą okoliczność połączenie

myślisz że jakoś musisz żyć
a codziennie
umiera gatunek za gatunkiem
każdy kawałek
ciebie

przenikanie świata



o wiele trudniej rozmawiać
o niczym lub obok siebie milczeć
bez ciążenia ciszy lub braku tematu

trudniej jest zapukać do drzwi
albo umówić na kawę w chaosie świata
łatwiej jest porządkować sprawy

aż do upadłego powtarzać schematy
tłumaczyć kroki posunięcia wybory
powielać wzory a później czynić zadość
robić rachunki sumienia

zobacz - jest świat którego nie ma
i jest też inny świat jaki jest
dlatego znacznie łatwiej się rozebrać
niż powiedzieć kocham cię

gatunek



z większością ludzi łączy mnie
niewiele – niektóre allele genów
cudzy fenotyp malujący się
na twarzy wspólna litera
prawa

patrzę na twoje usta – wypowiadają
coś na kształt samogłoski o
poruszają się rytmicznymi równymi
kęsami dzieląc zdanie
(zdaje się o porozumieniu)

tak niewiele rozumiem  z tego
co do mnie mówisz tak sobie tylko patrzę
w myślach obracając kolorową mantrę
jak mydlaną bańkę - to z czasem
cię złości
a mnie deprymuje

z tobą podobnie jak z większością
ludzi łączy mnie niewiele
używamy tych samych słów dzielimy
jakieś zamierzchłe allele a znajomi
obracają przeciwko nam
mydlaną mantrę
- jesteście tacy podobni

wiadomość została wyparta



spotkałam kiedyś pewnego żebraka
strasznie się darł i miał schrypnięte gardło
od tego darcia – wszyscy mijali go
jak jego własny  zły sen a było to
na rondzie które wtedy jeszcze unosiło
jakieś imię i niewielką ilość samochodów

nieprzytomnie zasłuchana krążyłam
po rondzie tego żebraka orbitowałam
na jego wytartym kapeluszu krzywiąc nos
z powodów wyjątkowo przyziemnych

a żebrak chrypiał i wykrzykiwał i gadał
o spadających gwiazdach zwiastujących kometach
i rozbijaniu atomów na atomy
i że ludzie się robią niedobrzy
i zapijał to wszystko wódką
jedyną czystą w tym akurat czasie i miejscu
więc na trochę z nim zostałam

chciałam napisać ci o tym maila
nawet coś napisałam ale mój program
pocztowy wyświetlił mi jedynie
że wiadomość została wyparta

rachunek



spowiadam się wszechsłuchającemu
uchu wam bracia i siostry że  zaniechałam
myślałam i czyniłam nieporządnie

jest w  tym trochę mojej winy a resztę
zrzucam na karb pogody i kursu franka
na oczy tej małej albo obrączkę
na koralowej nóżce gołębia
oraz na pocztę telefon telegraf

przeto teraz kiedy zgrywam dziewicę
aniołowie stróże porządku wiedzą
co się święci i nie zawsze złoto
a nie szczerość jest jego wartością

spowiadam się więc publicznej opinii
klęcząc na bruku kalecząc
język składając w dłonie
w trąbkę która mnie w końcu osądzi
wydyma

jak sodomę i gomorę

można było



można było odejść, zabrać
twarz, cokolwiek z pamiątek, jakieś resztki
z godności albo chociaż wspomnienie.

można było
zejść na ziemię, o coś się oprzeć,
nie wysyłać listu, sms-u, żadnego dowodu
na jakiekolwiek...

można było tego wszystkiego
nie zrobić lub zrobić wszystko,
co się dało, ale

nie można było.

sztuka palenia rękopisów



uświadom sobie że to tylko słowa
wyuczona manipulacja językiem
w celu uzyskania umówionego sygnału

dlaczego więc przykładamy do nich
tak wielką wagę dlaczego w ogóle mówimy -
należy je ważyć

nic nieznaczące gesty ołówkiem
po białej karcie papieru
ślad wędrówek myśli i nauk
że a ma laseczkę i że kompletnie
nie rozumiemy kogoś kto zapisuje
a jako ślimaczek albo alef
rozniecone w naszych głowach
płoną i zabijają parzą
choć można też z nich budować

uświadom sobie że to tylko słowa
sami je stworzyliśmy wierząc niezbicie
że były już na początku

na początku był chaos

podróże w czasie



nasze domy podróżują w czasie
podróże w czasie kształcą i odkształcają
przedmioty które rozpadają się
na atomy – podróże zużywają nasze domy

nasze ciała podróżują w naszych domach
zasiadają przed sterami naszych domów
z pilotami fotelami planem lotu
rozpadają się powoli na atomy

bo podróże zużywają nasze domy
w których  używane siedzą ciała
przeglądając fotografie – plany lotów
których trajektoria ciągle jest ta sama

ot jakie czasy



ot bezbożnika chowają nie godzien on spocząć
na świętej ziemi szepczą bogobojne głosy – dlaczego
jednak dzwony i temu ciału nadają
rytm serca którego już samo nie podejmie

ot kurwę na ołtarze wynosić na obrazy
boskiej oko – afiszować modlić się srebrnymi
ustami powtarzają przed ekranem niebieskim
a jednak światło samo się srebrzy promieniuje
błogosławi każdą chałupę każdy przybytek dobytek
niedobytek

ot jakie to teraz porządki jaki porządek nieboski
jak nieboskie stworzenie brudny nieswojski daleki
bliski rzeczom dla których nadal nie istnieje
rozumienie