Pokazywanie postów oznaczonych etykietą próba mikrofonu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą próba mikrofonu. Pokaż wszystkie posty

*

dzięki poezji wszyscy wiedzą
że poeta Z wychodzi na picie z żółwiem
że żółwia nie zastaje w domu
wobec tego
idzie na swój wieczór poetycki
organizowany naprędce
pod tesko

na ławce przysiadają:
dwie starsze panie z tobołami
gołąb i kot
(kot jakby bliżej gołębia
niż poezji)

poeta próbuje jeszcze ostatni raz
dodzwonić się do żółwia
ale ten już pewnie gdzieś polazł
i siedzi zapity wtulając łysą głowę
w cycki ponętnej blondynki
zapalonej terrarystki

poeta otwiera tomik
ach nie - rozkłada kartkę
co był ją złożył na czworo
wczoraj kiedy z mozołem składał
wiersz – orgiami

kot ziewa gołąb zezuje na kota
dwie staruszki wyciągają butelkę
poeta interesuje się
może wcale nie tak trudno wyżyć
z poezji

tym bardziej że jedna z dam
dokłada szczodrą ręką
na papier
jeszcze śledzia

kot interesuje się
gołąb ziewa
poeta się uśmiecha

sąd ostateczny

błogosławieni szlachetni mężowie i niewiasty
 albowiem zajmą poczesne miejsce
w ogrodzie pozostawionym
przez Wielkich Rodzicieli

 do królestwa nie wejdzie
- pan Stasiek
- cudzołożnica spod 30-tki
- baba z poczty
- pies sąsiadki (co wszystkim sra na wycieraczkę)
- i Kwiatkowska

 - i obecna młodzież 

infekcje jesienne

za oknem sznur chmur
linia przez niebo – pęknie
a nas pochłaniają choroby
płuc nadnercza

krzywe krzyże
paskudny zgryz
jesień

tak banalna że się chce
aż krzyknąć – jak to pięknie
z głębi ściśniętego
gardła

jest populacja bakterii
całe stada
drobnoustrojów odpowiedzialnych za stan
chorobowy

zaniechań późnych odwrotów
wahań
temperaturowych

o wspólnej przestrzeni metafory

chce mi się kicać – czy to znaczy
że jestem zającem
albo jeśli chcę się mozolić
leżąc na grzbiecie – czy to oznacza
że jestem żółwiem

miewamy w sobie
odbicia kształtów
wypracowanych
przez zjawy pokoleń

i że tak świńsko bez ogródek powiem
chce mi się pieprzyć
czy będę gotować?

marzec

marzec napisał na murze
to jest wyjście
z tej sytuacji
więc się rozpędź
najmocniej jak tylko możesz
- uderz
w wiosnę

teoria bez względności
tłumaczy że trzeba prosto
zdecydowanie i mocno

i nie ma że boli
że się boisz
że to za wysoki próg
na nogi a za pionowa ściana
żeby przesadzić

skocz skoro już
marzec namalował afisz

mniej więcej

mniej ukradzionych spojrzeń gestów
więcej czasu czasu dla siebie
mniej wyznań
więcej religii
mniej niepotrzebnych starań
więcej potrzebnych starań
mniej nerwów
więcej spokojnych wieczorów

mniej więcej się udaje

podróż

wsiadłam do nieznanego tramwaju
w nieznajomym mieście
i choć dano mi zobaczyć plan
nadal nie wiem
czy już był wcześniej Teatr Wielki
czy przede mną jeszcze

nie ma nawet jakzasięgnąć języka
bo godzina późna a tramwaj
pusty

siedzę więc sama
a on mnie wiezie
spłoszoną pod obcymi oknami
domów i latarń

miasto wygląda tak ładnie
nocą z kloszami światła
wokół swoich lamp
mostem i wrodzoną secesją
ale obcych nie lubi
toleruje turystów a to nie sezon

więc sprawdzam datę
zaproszenia na przedstawienie
– przeterminowane

zostaje mi wyjść na przystanek
i już nie ważne dokąd
zmierzam

glu

glu

słowo i dźwięk stają ramię w ramię

glu

zakładając spójność dźwięku i języka
znaczeń

glu

podwojenie i potrojenie dźwięku glu
pozwala wychylić sens
jednakże

używajac angielskiego
więc innego języka to będzie
klej tylko w ciekłym stanie

glu

wypowiedziane twardo wyzbywa się
swojej ciekłości
jeśli nie dać zadźwięczeć el

glu

siła mięśni
gardła częstotliwość w przełyku
sprawny język
naczynie
sens

teatr magii mimiczny

jak prosto być niewidzialną
niewidzialnie zajmować miejsca
niewidzialnie się wynosić

przybyć pustką i pustką wychodzić
nie dotykać nie wzruszać
nie popychać

nie mówić fałszywego świadectwa
ani żadnej rzeczy która jest czyjaś
nie grać
na nerwach instrumentach dość czułych
żeby potrącenie struny miało zdradzić
obecność

milczeć w głównym akcie
finał wytrzymać z twarzą jak kurtyna
niecna

zwrot

chciałabym cię
zataszczyć do domu walizko
nienowa z ceraty w kratę

bez kółek
sama
bym chciała

patrz jaka plucha
kałuża
łapie liście w zasadzkę
a ty się uparłaś
na podróże

i tak to jest
kiedy się naczytają rzeczy
za wiele o tajemnych
kątach
gdzie narożniki pachną skórą
a każda rączka
jest przytwierdzona
(porządnie)

więc mnie ciągniesz
z miną jak kocia morda
w jedną
ja w drugą

nierozsądna

transformacje

ciało jest giętką formą
chociaż kruche jest ciało
mogę je napiąć jak łuk
i mogę zwolnić jak strzałę
w cudzą jak oko świadomość
wbić ostry grot kolana

gdy moje ciało jest kruche
jak pancerzyki kraba
lub muszla małża

stąpam powoli ostrożnie
by donieść jak szklaną kulę
i lubię także te chwile
kiedy jest kruche łamliwe

i kiedy wraca do formy
jak w egzotycznej chorobie
zaczyna pęcznieć
lub wiotczeć
zapadać w linii i w sobie

łamać by wygiąć się w obręcz
wygiąć w pół -
przepaść leniwie

spowiedź peela w pierwszej osobie

choć czasami zachowuję się jak de Liryczna
używam nie przemyślanych słów
lub gestów które zdradzają emocje

zdarza się że nie kończę w wypowiedzi
zdania krzyku -głos więźnie
w zakamarkach wiersza z najróżniejszych powodów
tkwi strach który pojawił się dokładnie wtedy
kiedy powstawał mój świat
i jeszcze
strach przed odkryciem

że można być do bólu szczerym
kiedy się mówi kocham cię

czytający

potraktuj to jako wyznanie

zawartość

zastanawiam się nad twarzą
mojego peela i nad tym
kim mogłabym być
w twoich oczach

kiedy się ubieram
i wychodzę
żeby na drodze machnąć ręką
do nadjeżdżającego samochodu

albo kim mogę być kiedy śpię
i nie piszę albo kiedy piszę i nie śpię
albo kiedy śpię po prostu
po prostu piszę

tyle chciałabym powiedzieć
twarzom peela
tobie

ranne ptaszki

siedzą w kawiarni
pochyleni nad stołem
ona usiłuje rozwiązać nie więcej
niż tylko bucik
w który wpadło ziarnko bobkowe
on kątem oka w gazecie
nieogolony tego poranka

serweta ma wzór w plamy z masła
po poprzednich gościach myśli ona
i nerwowo potrząsa nogą
(to pieprzone ziarnko)

a on w tym czasie studiuje
ruchy na giełdzie (nadal kątem oka)
dookoła cichy gwar i szmer uznania
dla obfitej kelnerki która wnosi
tacę z herbatą śniadaniem
dla obojga

ona zdenerwowana wytrącona
zostawia ten cholerny but
on się zrywa od swojego stolika
i ona się lekko uśmiecha

a wszystko te czarne oczy...

położyłam na stole paczkę fajek
butelkę wódki
będę pisać wiersze
papierosów nie palę wódki nie piję

usłyszenie

pod cholernym słońcem w dobie
tej cholernej komunikacji
pełnej gadżetów komputerów
i pieprzonej komórki
nikt mnie nie słucha

niepokój

rada nie chce wychodzić z pokoju
mówi że jej w tym pokoju
dobrze ma tu swoje książki
przyjaciół i pracę

tylko on nie dzwoni do jej pokoju
i ona do niego nie dzwoni

o potworach

syn miałby już sto osiemdziesiąt lat
urósł w mojej głowie do rangi potwora
chodź potworze przytulenie nie boli
a i względne są rozmiary katastrofy

potrzeba

kupię sobie zajebisty aparat
nie tylko będzie był
ale też będzie miał
wypasione

szpony

uzależniłam się od pizzy
telefonu komórkowego
alkoholu zdobyczy techniki
ktoś to poprawia strofuje
wskazuje właściwą drogę
a ja
a ja mieszkam na wsi