Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziedziczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziedziczenie. Pokaż wszystkie posty

dziedziczenie

nie bój się mówić z gniewem
powiedział do mnie
ten którego nazwałam ojcem
mojego pierwszego
słowa

nie bój się kochać – mówiła mi ta
którą zwałam matką
moich potknięć
- jakby nigdy nie istniało
ostrze
które kiedyś wypatroszy serce

strach to jedyny wróg który istnieje
tylko w tobie – straszny oręż
więc go nie lekceważ

i nie uciekaj – mówili oboje
ci których nazwałam rodzicami
mojej pierwszej wojny
i mojego pierwszego
niepodległego zaciśnięcia piąstki

wieczór

zgrzytliwie jak klucz do studni niebieskich
lecą żurawie – relikt jesiennych wsi

nad polami nad blaszanym dachem
stara Kowalicha podnosi i zanurza
na przemian cebrzyk i odbicie cebrzyk
i odbicie

zgrzytliwie gada do siebie że za wodą
wprost w polach rude smugi lisów
jak równoleżniki gnają z zachodu na wschód

zanurza się słoneczko do niebieskich studni
topi w cebrzyku Kowalichy jeszcze łyska
w znikających wśród paproci ognikach
lisich kit

gusła (serce)

przez tę naszą bezradność
wobec zarządzeń losu
i ludzkich wyborów
uciekamy się
do ostatniej kropli magii
jaka w nas drzemie

żegnamy się zajęczą łapką
w kieszeni miętosząc krwawnik
a o północy błądzimy
wypatrując kwiatu paproci

czynimy znaki
na niebie i ziemi
zaklinamy w przypadki
najskrytsze życzenie

bo kto nas uratuje
oprócz tej ostatniej
ostoi magii
która w nas drzemie

spacer jesienią

tak tu jest naprawdę świetnie
dzięki pobliskiemu cmentarzowi nikt
nie zakłóca nam odpoczynku

z późnych pól dobiegają głosy
polującego orła i klucza
żurawi

starzejemy się tak pięknie
- jacyś ludzie
pokazują nam obrazy
o nienagannie gładkich płótnach
napiętych na blejtramy

a my uciekamy
wzrokiem w ścieżki tego cmentarza
gdzie jest nasza perspektywa
wytwarzana przez szpalery jałowców
ptasie pióra
i żywotnik

porywisty wiatr

paski folii
uczepione stelaża tunelu
ogrodowego
wskazują na zmianę

(pogoda bez względu na to
czy jest zimno czy ciepło
podczas przejść
podnosi ciśnienie
wiszącym strzępkom)

a w radio nadają że wiatr
ma być porywisty
niech mnie więc kurwa porwie
donikąd i na strzępy nawet może

mam gdzieś tunel przy Ogrodowej
ochłapki z cudzych śniadań
strzępki rozmowy
przelatujące z cudzym pociągiem

bliskości dalekości

ach ta moja wieś jesienny znaczek na mapie
miejsc i miejscątek które można ale nie trzeba
odwiedzać

jazgotliwe psy pyskate ptactwo
mgły
częste i gęste znaczące wszystko
drobnym makiem
kropli

rozdziawione wrony na płocie
jedynym w całym powiecie
tak krzywym że aż strach
co na wróble znalazł schowek
wstydzi się

ach ta wieś w której wieść niesie
tylko ludzki język bo poczta
porzuciła to miejsce

piękna strona

codziennie wybieram się w piękną stronę
i to ma być podróż ocieniona blaskiem
tajemnicy której nie zwykło się powtarzać
nikomu

krajobraz pięknej strony to najpiękniejszy
z możliwych krajobrazów
będzie tam dużo drzew i wiatru płynąć będą
wartkie albo leniwe strumienie
świadomości

i tak podróżuję w piękną stronę codziennie
mijam przesuwający się mimo mnie krajobraz
z drzewem gniazdami wiatru
kapryśnym strumieniem

wresień

wresień. możliwe że drutami przemycają się jaskółki
zamiast twoich słów w telefonie
krnąbrne przecinki dzielą całe historie
na małe kąski kąseczki

gęsi. gęsi porzucają ten niespokojny padół
i z jękiem szybują wysoko wysoko tam
gdzie mnie oczy poniosą

warzy się w kotle kłębowisko gaci
starych pożółkłych firan fusów herbacianych
warzy się też trawa za oknem słowa
a ja się nie ważę

domowe sposoby

babka
przy wielkanocnym stole jak królowa
na białym obrusie między rzeżuchą a barankiem
- dziadkiem

z kolei na łące nisko pochylona
pomiędzy źdźbłami zboża opatruje ranę
od kosy

mojemu tacie – chłopczykowi
któremu któraś szalona
złamała rękę

mówi mu – ciii to nie pierwsza
ten liść cię zagoi a serce
poratujemy kawałkiem
sera

podanie

podobno czarownice tylko bez
siedzę więc naga i piszę
do pana list a może to nawet kora

brzozowa na wiosenne uroki
dobra na takie przenoszenie
chciałabym użyć skóry

pańskiej nie moje ciało
to tylko niebieski atrament
śliną nie piszę

po liściach do cudzych poetów
szaleję bo przecież posiada pan w głowie
te wszystkie słowa

obsypujące świat srebrne łuski
ile bym dała za takie czary
dziś niech pan mnie weźmie

jutro zapłacę

Kocie sprawy

mieszkam w budzie z psem
grzejemy o siebie łapki gdy zimno
są dni
kiedy jego zdolność machania ogonem
przyprawia mnie o przewrotkę na plecy
a czasem uważnie patrzę mu w oczy
gryzie