Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bądź tomiku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bądź tomiku. Pokaż wszystkie posty

Papier (vilanella)

 Może nie wspominaj, wszystko co się zdarza,
wszystko co się zmienia, zamiera powoli,         
jest tylko zwykłym kleksem z kałamarza-

napięte sylwetki i rozpacz na twarzach,
serce tak ściśnięte, że aż oddech boli,
Raczej nie wspominaj tego co się zdarza.

Wiesz że rzeczywistość, kiedy cię obdarza
tonami słodyczy, wiezie wagon soli
i  jest luźnym zbiorem plamek w kałamarzach.

Czas się leje jak papier każdego pisarza,
wpada w życie, zostaje i wypada z roli.
Nie wspominaj tego, chociaż to się  zdarza.

Rzecz za każdym razem od nowa się stwarza,
i choćby siać przez kalkę gesty twardej woli,
ona osiada plamą na dnie kałamarza.

Więc jeśli się jeszcze kiedyś sposobność nadarza
twardo stój na ziemi, nie myśl, jeśli wolisz
i raczej nie wspominaj tego co się zdarza
bo później schnie wieki na dnie kałamarza

 

mogłabym

mogłabym jeść i jeść zjadłabym
i ryż i kaszę (choć najpierw bym w  nią dmuchała)
nie w kij bo kij nie jest spożywalny
absolutnie niejadalny jest kij bo to nie marchewka
chyba że dla bobrów ale to inny temat

mogłabym iść i iść poszłabym
gdzie pieprz rośnie i wanilia zwiesza się
jak fasolowy strączek chociaż pachnie inaczej
poszłabym po wodę poszłabym sobie
i tobie przyniosła i komu tam jeszcze

może mogłabym patrzeć i patrzeć wypatrywałabym
sobie oczy i nisko latających samolotów
patrzyłabym czy rośnie czy nie rośnie
a gdyby rosło to patrzyłabym jak

a później mogłabym spać i spać zasnęłabym
z głową na poduszce i kamieniu
i do góry nogami jak nietoperz
ale nie mogę

palimpsest

choć nie pamiętam ciebie blask pamiętam
i chłód i ogród świata tętno
kiedy nad głową wisiał Jowisz
i wzrok w siatkówkę gwiazdy łowił

choć nie pamiętam twojej ręki
ciało mam poranione blaskiem
słoneczna palców twych namiastka
kreśli na moich plecach kręgi

dziś nie pamiętam twego głosu
choć słowa wrosły mi pod skórę
jak cienki w pień topoli sznurek

i chociaż nie wiem jaki jesteś
to jakaś część twojego cienia
mnie powołała do istnienia

koniec lata

zboża szły pod nóż z ani jednym słowem
żniwiarze z pieśnią ukręcali głowy
ostatnim chwastom na chleb zimowy

nad nami chmury szły jak tabun
zmęczony drogą z ostrzem gradu
wbijanym w plecy sennej łąki

i tak okrutnie mnie nie kochałeś
nużając mi się prosto w oczy
wplątując w moje włosy trawę
i słowa zawiązując w kłosy

i tak przemyślnie trwała łąka
i niebo zagryzało wargi
a pogubione wszystkie skargi
ciągnął na nitce śpiew skowronka

może już czas


może już czas pożegnać
trupy grupy niechciane artefakty
może już

czas nagli
zastałymi rzeczami kusi
to do dobrego to do złego

jakiż
to musiałby
być chwat
a jakiż świat

wobec niego

stacja przesiadkowa

trafiają tu z walizką
czasem bez krawata
tacy co się zgubili
i tacy co nie chcą wracać

siedzą czasem cichutko
czasem jakby za karę
kręcą kapelusz na palcu
piją czarną kawę

są tu tylko na chwilę
bardziej jakby przelotnie
jedni czekają bez sensu
inni czekają okropnie

a w jedynym okienku
przesmutna kasjerka
maluje peoniom
długorzęse oczęta

stacja przesiadkowa
na rozdrożu węzeł
tymczasowa przystań

tymczasowe miejsce

nowy rok



trzeszczy w gąszczu liść pod szronem
moje życie zawieszone
między pierwszym bang a bom
w mojej głowie trzeszczy szron

epitafium

tu leży miłość
odeszła przed nocą
doszłaby do siebie
ale nie ma po co

ostry przypadek wyrostka (czyli niezbędna operacja szydełkiem)



zaczepić dałam się  i się sprułam
nagle skróciły mi się rękawy
i teraz zimno – teraz trzeba by

szukać jakiegoś psa by się przytulić
bo psy mają ciepłe i gryzą rzadziej
niż ludzki język – znajdę więc psa

i poprowadzę na żółtej smyczy
gdy wyjdę z siebie prowadząc psa
nie odzywając się do nikogo
z nikim nie mówiąc nawet o wierszach

i nawet wierszem nie mówiąc że
bardzo żałuję że mam rękawy
zbyt krótkie język trochę przydługi
aż mi się plącze

gdzieś pod stopami  

to nie jest wiersz



o tym że nie wolno
nam rozmawiać – wiersz
o tym że nie ma podziału
ma głupią cipę i ptaka – wiersz
za który płacą gazety (to nie jest ten)
ani taki co nawołuje do powstania
(skojarzenie z powyżej wystąpionym
ptakiem jest zupełnie przypadkowe

jak wiersz)?

to nie jest spowiedź choć nosi
jej znamiona i jego słowa i twoje
skojarzenia mogłyby na to wskazywać
nie wierz/ nie wiesz to nie jest wiersz
obiecujący poprawę
kajający się z powodu win
spirytus sanctus wiersz

daj mi chwilę
niechże pomyślę
o czym to....
oczym to ja ci miała. człowieku...

poeta



 wierszyk pisany okazjonalnie na konkurs, którego formułą miała być inspira tymi wierszami. konkurs do skutku nie doszedł, ja też, wierszyk się ostał



psychonerwus  psychopata czy szarlatan
graf co manią swą wymiata z kątów kurz
co się zwidzieć nie chce ani rusz go za szal
chyba żeby na bal w balonie albo innym
hindenburga cyrku latającym z baronem
pełnym fraków z olejem oraz róż od wiatru
zaczerwienionych tam to tak

wiersz na wspak i w szerz koniuszkiem
pióra albo kijem sam ubije ukręci
na krem mu łeb i na łeb na szyję zamota
by ze schodów potem spuścić
parę w gwizdek kiedy maliznę
albo niepierwszyznę uczuje zamiast bigosu
co się miał gotować do skoku tydzień

a za cieniem jak za wierszem rządkiem
zwodnice panny hoże omdlewając w łożysko
wersów się kładąc tonąc dniami całymi
i pełną piersią we łzach i łyżce wody
pod kilem ciągnąc włosy plącząc się
między słowa w zeznaniach podatkowych
sztuczną rzęsą trzepiąc w zastaw ślepiąc
za sztuczką kusą z dna kielicha lilije

a tu nic a tu tylko powidok cień  powietrza
w kształcie statku nieustatkowanego
przemierza długość nogawki mierzy
wzrokiem wzorek na brzegu na klapie mapy
co się pod spodnie rozpościera jak kartka
biała i gładka cycasta na pointach sunąca
i w lot na półwysep arabeski wyczynia
gdzie się poezję w próżne przelewa naczynia

władczyni okolicznej kropki



ech na prowincji to jest w życie
czasem kom czasem bajn czasem trakt
or not tu be – turyści akwaryści błotniści
bejsboliści i bóg wie kto – nikt
nie zagląda na prowincję

dylemat chama leta-lny konopie włókna
w zębach słomy garść i w butach gu
mowanych – błoto kurze pióra kociamorda
sierść psia pogoda deszcz spłuczka urwana
a gdzie tam – sławojka

drepczę se po gumnie w sabotach sabotuję gówna
kurze co mi oblepiają podeszew twardą
jak rzyć więc jak żyć
droga biblioteczko któraś droga i drogą
mnie prowadzisz że tak pięknie
trzeba duchem co na bank banka duchem czy też ojca
z jakiejś duńszczyzny dulszczyzny

droga moja – ja (jak tenis w porcie)
nowa królowa jo - anna kurnikowa

Słodka pisze list tęskniący de Wstrętnemu



to kolejna zapadła jesień i w strzechy się wstrzela
dysonans naszego się odniesienia
do twoich wierszy o umiłowany
de Wstrętny

zresztą czy  i jaka tam jesień czka po krzakach
po dachach chałup pustych i nagich jak nagrobki
z wydrapanymi przysięgami – ach
obiecałeś że masz de…
przed nazwiskiem (trzykropki) nie szkodzi i choć szeptałeś mi Słodka
myślałam wstrentny

nic mnie gorszego nie spotka niż szwadrony wierszy
niż niż baryczny niż nisza po twoim imieniu

(soku malinowego łyżeczki nie liczę gdyż na jej ogonku
wygrawerowano „własność hrabiny Be”- zatem
tę i zawartość zwracam prawowitemu

znalazcy) ten wiersz poświęcam

w sieci



czy czujesz stres na pierwszej randce?
wyszukiwarka grafika mapy
- tłumacz

czy jesteś członkiem?
- więcej
kalendarz ty wiadomości
wersje robocze
ważne
wysłane
- listy edycja
polski prywatność
i regulamin

i strona główna
podaj swój login
status i hasło
edytuj profil

czy czujesz stres na pierwszej randce?
jak się masz?
i o czym myślisz Joanna?

obciążnik

a co gdyby w końcu odpadła mi dupa
 jak Jasiowi z dowcipu – to gdzie bym usiadła
i na czym co więcej zrobiła
gdzie by mnie kopano a  co ja bym pasła

nic tylko rośnie rośnie się rozdyma
nic tylko by siadała albo nawet kładła
więc co by się dobrego wreszcie wydarzyło
gdyby mi odpadła

piosenka czytelniczki

drogi poeto ach pan mnie złapał
na chudy rym i rytm i gorący zapał

szwendałam się po wersach wierszy
a pan był im kłamliwszy tym szczerszy

poeto drogi stanąłeś w poprzek ścieżki
nie przypadkowo co dzień szłam tamtędy

szwendałam się po wersach wierszy
a pan był im kłamliwszy tym szczerszy

słowo za słowo ze słowem na bakier
rytm rym przenośnia euforia lakier

szwendałam się po wersach wierszy
a pan był im kłamliwszy tym szczerszy

zginałam rogi gięłam jak palce
strwoniłam nocy wiele w słowne walce

szwendałam się po wersach wierszy
a pan był im kłamliwszy tym szczerszy

na dłonie kładł pan poeto mi serce
i czytaj mnie szeptał pan jak najwięcej

a ja szwendałam się po wersach wierszy
a pan był im kłamliwszy tym szczerszy

targnąłeś na mnie się jak w życie targa
wiatr słowo chwila poetycka skarga

i byłeś tym kłamliwszy im szczerszy
a ja szwendałam się po wersach wierszy

piosenka majtka okrętowego

Danucie Binicji Myszkiewicz
z okazji jej pierwszego rejsu,
szantę majtkową poświęcam



szuraj ciuro okrętowy
szczotą pokład gładź
nim czterdziestka zedrze z karku
poszarpany sztag

dalej wartko ryży chłopie
coś w kubryku spał
smaruj cęgi łataj żagle
żwawo klaruj fał

sen ci z oczu spędzi wartko
nadchodzący szkwał
spokojnemu nie wierz oku
nie przecieraj gał

żywy ten co bystrym wzrokiem
wspiera krzepką pięść
liny ciągnie fok refuje
wplata w wichru śpiew

dalej okrętowy szczurze
kołysz się w rytm fal
głuchą pieśń napinaj – nuże!
i oswajaj wiatr

myśl jak krokiem kołyszącym
morskiej braci rytm
do tawerny sam zaniesiesz
roztrącając dym

dumny niczym prosty grotmaszt
co horyzont tnie
z kuflem piany w kropli piwa
z wąsa sypiąc śmiech

połatane majtki w porcie
drą się niczym grot
gdy pieśń morską nań wygrywa
bałwaniasty czort

marzy mi się

(bossa nova dla Rady)

marzy mi się miejsce z miejscem na serce
może być półka albo stoliczek – stoliczku nakryj się
marzy mi się miejsce ciepły kubek i ręce
i dom nakreślony patykiem

wszystko jedno jak nie ważne gdzie
spać chodzić do pracy tak niewiele znaczy
świat bezświat świat na przestrzał
przeźroczysty kiedy się wie co się zdarzy

marzy mi się dróżka drożynka w ostróżkach
z polnym gładkim kamykiem - jak kamyk w bucie
marzy mi się prawdziwa droga na niej poduszka
pod niebem rysowanym piórkiem

wszystko jedno jak nie ważne gdzie
spać chodzić do pracy tak niewiele znaczy
świat bezświat świat na przestrzał
przeźroczysty kiedy się wie co to znaczy

marzę mi się cała pełna w sukienkach
mogą być falbanki albo i nie może być równie dobrze bez
lila marzy mi się daszek z palców piosenka
pod słońca ostry promień

wszystko jedno jak nie ważne gdzie
spać chodzić do pracy tak niewiele znaczy
świat bezświat świat na przestrzał
bezgraniczny kiedy się wie co się marzy

kot z dzbanka

kot z dzbanka kot z dzbanka
ledwo drgnie firanka
lub drzwi
skrzypną cicho
już podejrzliwie
oko z dzbanka łypie

kot z dzbanka kot z dzbanka
nikt nie przejdzie mimo nawet
jeśli na palcach
będzie stąpał jak mysz
oko z dzbanka widzi to

kot z dzbanka kot z dzbanka
wody możesz tam nalać
zajrzeć w głąb

-stroszy wąsy kły szczerzy
wzrok wbija włos jeży
uchem strąca dłoń
gdy zaglądasz doń

w cembrowinie dzbanka kot
podejrzliwie śledzi każdy krok