rekombinacja. mutacje



wanna a właściwie woda w niej to jedyna
czysta okoliczność tym ciepłem
próbuję ogrzać resztkę powietrza
zdychającą na dnie płuc

marzę o tym żeby ktoś przyszedł
i obmył mnie z niedokończonego
zapalenia roku życia niespójności ale nikt
nie przychodzi – czytam cudze wiersze
listy do wszystkich listy otwarte
bezwstydne i nagie i nie mam na więcej

siły - patrzę jak na białej kartce ląduje
mały czerwony helikopter – kropla krwi jakie to dziwne
jak w nią uważnie zajrzeć jest pełna
dziwacznych komórek tworów a każdy z nich
jest pomniejszoną mną – kolejne miliardy
niedoskonałości powtarzane w każdym
skrawku  ciała – marzę

żebyś przestał mówić
o innych kobietach podczas kiedy ja nie umiem
spać z mężczyznami kiedy nie daję rady
ogarnąć tych kobiet we mnie
wrosłych w krew zaszczepionych
jak grzybnia przerastająca nabłonki kości

patrzę na kroplę krwi i marzę
żeby ktoś przyszedł i mnie obmył

lekcje zwisania z krzesła



księżyc nad cmentarzem
za oknem cmentarz w pokoju
okno w oknie pająk
krzyżackie nasienie

nie bo nie niebo skąpi suchej ziemi
a tak naprawdę to przydałby się
i deszcz i śnieg i wielka białość
która zakryje historie śmietniki pomyje
pobite gary wszystkie nasze
dzienne sprawy - tymczasem

zwisam i zwisa mi się
wcale umiejętnie choć bez jakiejś
rewelacji albo nie wiem
może bez uczucia może
bez zapału

aura



zdawało się że chodzi o jakieś ważne sprawy
o ból i lęk i przyszłość a nie zwykły kubek herbaty -
okazał się zwycięzcą tych najdziwniejszych pod słońcem
tematów bez przyczyny tematów bez końca

nic się nie stłukło nie zbiło nic się nie połamało
żadne nie trzasło serce żadne nie ucierpiało
bardziej niż filiżanka z miśnieńskiej porcelany
pokój temu domowi ponad obłokiem pary

zdawało się jeszcze przez chwilę że wisi jakaś tragedia
że jakaś twarz w grymasie i jakieś oblicze we łzach
a przecież to tylko zapach zawzięcie duszonej cebuli
tylko trzeszczenie mebli tylko pomruki burzy

za oknem wiatr i pustostan i zimne słowa galaktyk
nikt uważnie nie słuchał nikt uważnie nie patrzył