podwojenie jaźni

gdyby wybić dodatkowe wejście
w klatce schodowej serca i nasłuchiwać
szmerów tonów i półcieni sąsiadów
z pierwszego i drugiego piętra
się pietrać każdym krokiem
tymi drzwiami każdym szczęknięciem
klamki zgrzytem klucza

gdyby podwoić ostrożność podwoić
uważać na lekcjach z moje twoje
dorobić zapasowy klucz i na wszelki wypadek
schować komplet wytrychów pod wycieraczkę

gdyby wybić sobie z głowy wszelki przypadek
na wszelki wypadek wybić sobie też i inne
przypadki może nawet ramię z barku
gdyby wyrwać ciebie z siebie siebie z niego
a jego z niej lub odwrotnie powbijać wszystkich
jak matrioszki złożyć w jakąś przedziwną całość
może by było nie lepiej
ale sensowniej


sen

 cudzy mężczyźni śnią o obcych kobietach
cudze kobiety śnią o mężczyznach obcy
śnią o swoich pośród obcych swoi śnią
o tym by się wyrwać
prosto z serca
płynie ten sen niezmącony
niczym sen zmącony poczuciem winy
płynie jak sen zakłócony winem
ten sen ich wszystkich
niewinnych

miejsce za rzeką

 wcale się nie oddaliliśmy
byliśmy zawsze
na odległość
przynajmniej stu pikseli

 obraz nam się rozmywał
bywało fajnie
porządkowała nas codzienność
(wszystko drgało)

wcale się nie oddaliliśmy
byliśmy
już daleko
jakiś hen za rzeczywistość
trochę w prawo za  rzeką

rzecz

rzecz zaczyna się takim dziwnym
na końcu języka
bardzo nie chcesz i już chcesz
się odwrócić i pójść a to
wyskakuje
wypowiada się szybciej niż
przeciętne notowanie stenotypistki
i już

zapamiętane
zaklepane
pobite gary

pakujemy się na koniec świata

 

małe serwetki duża makatka
bieżnik z  grubej bawełny
lekki obrus
kartki
oddam za darmo
lambrekin w  ciepłe kolory

sześć ślicznych podkładek pod talerze
ręcznik z froty
pokrowiec na papier toaletowy i abażur
fartuch
i chusteczki obrobione ręcznie
oraz bieżnik żakardowy

Fejsbóg

 o czym myślisz Joanna
rysunkowa chmurka płacze
bluzy z nadrukiem kota i jednorożca
po atrakcyjnej cenie przyjaciel
nie odzywa się od stu dni ale polubia
plakat ręcznie drukowany moja szkoła
znów posprzątała świat za granicą
wojna National Geographic tłumaczy
rytuały godowe pancernika mem
weź się przytul jako alternatywa dla nie pytaj
jakby ktoś miał zapytać o coś jeża
tak tu jest pięknie spadłem w przepaść
spadłem i przepadłem
przepadłem spastycznie miałem zapaść
zjadłem spadź
poszedłem spać

uważaj

 

uważaj kiedy przechodzisz po pasach
leżą w trawach wszędzie a gdy poczujesz się
tak bezpiecznie spokojnie wstaną
i rzucą się kiedy tylko tak właśnie się poczujesz

uważaj że to twoje miejsce zostało
oswojone że zdjęto z niego dzikie piętno
i teraz służy tobie i nic bardziej mylnego
leżą w trawach i obserwują czekają
na pierwszy błąd niech no tylko
kawałek stopy wyląduje poza białą
farbą przejścia

uważasz że to już koniec przeszedłeś
test na drugą stronę zostawiłeś za sobą
te swoje śmieszne lęki dzikie nieoswajalne
rzeczy przydrożne
że nie przeskoczą ale nic bardziej mylnego
uważaj to jeszcze nie jest
koniec

wyjdź

 żółty nie
zielony nie
różowy nie
kobaltowy też nie
w takim razie który?
i dlaczego nie?

sen

 miałem sen pieśń o tym śnie
przeszywała ściany pikowała w niebo
burzyła całe miasta – falowce
podnosiły się i upadały inne
drapały rozpaczliwie chmury
usiłując się ratować słyszeliśmy

dźwięk zawodzącego słońca
uparcie na nucie C zapadała ciemność
sadowiła się za paznokciami
w kącikach ust i ulic zapadała

pod ziemią podnosiły głowę 
blade korzenie węszyły wyciągając
ciała w stronę ostatnich źródeł ultrafioletu
w stronę jedynych źródeł ultrafioletu
poza nimi nikt nie przeżył a ja
miałem sen o tym wszystkim ale go nie pamiętam

eratyk

i oto jestem jak skała czuję się skałą spływają po mnie dni i miesiące
a ja trwam nieporuszony niczym nieskruszony cichy przypominam
te dni kiedy szarpały mną wichry fale zabierały ze sobą
żeby oddać po chwili i znów pociągnąć głębiej w przestrzeń
pamiętam dzień który zatrzymał się na skraju lasu
gdy trzymałem w dłoni twoją pierś jak ziemską kulę
i była kulą ziemską była ziemią niebem była całym horyzontem
rozrastała się jak wszechświat i zapadła w rytm twoich sennych oddechów
przytulałem ucho do kory twojej skóry nasłuchując tajemnych
plusków i szeptów które tylko ty znałaś ale nigdy nie wyjawiłaś
posłuszna popołudniowemu bóstwu letniej drzemki
dzień patrzył na nas a później odskoczył spłoszony kiedy się zerwałaś
z uwięzi snu gwałtownie otwierając oczy jakbyś wcale nie spała
taką cię pamiętam kiedy stoję mocując się z suwakiem kurtki
w zimowym deszczu i jestem jak skała

czy przyjmuje pani jakieś lęki?

te oraz te które pani podamy
mogą wejść w interakcję spowodować
zapaść gospodarki albo nie daj boże
wręcz przeciwnie osłabić
wzajemnie działanie jak ogień

przeciw ogniowi gorączka
przeciw gorączce

zanim podłączymy panią
do kroplówki wprowadzimy
taką małą pierdołkę wenflonik
kilka reformek w zasadzie foremek
proszę się nie obawiać
to nie boli i jest całkiem znośne
z czasem wszyscy się przyzwyczajają
ajajaj no może

oprócz wariatów – ci rwą
rurki wyłamują stawy wykręcają
śruby z zawiasów które ich trzymały
rzucają krzesłami w okna ale spokojnie
proszę pani wariatów my trzymamy
w zupełnie innych blokach

OMG

 omg jaka piękna
śliczna
cudowna jak zwykle
lovciam
moja kochana
mówi 141 komentarzy
u piętnaściorga moich uczniów
którym zajrzałam prosto w profil
których zdjęć nie rozpoznaję

 nic więcej
– czysta przyjaźń
i miłość pomiędzy ludźmi
wydrapującymi sobie oczy
na przerwach
wydrapującymi na przedramionach
kody kreskowe  - towar wybrakowany
wydrapującymi na ławkach
chuj taka nuda rudy to pedał
chcę z tym skończyć

dzieci pełne miłości
dzieci w sieci nicości
dzieci pełne pikseli
które czują się brzydkie

cywilizacja

 (Januszowi Radwańskiemu)

albo weźmy na przykład takie spamboty
wołają do nas rozpaczliwie śląc tysiące maili
starają się nas przekonać o swoich przyjaznych
zamiarach odgadując najbardziej skrywane
potrzeby i pragnienia przesyłają kody
ukryte za pikselami reklam powyklejane
z pojedynczych fontów że arabski milioner
przekaże ci pewną kwotę a ty możesz za to
powiększyć sobie co tylko chcesz

i pewnie gdzieś jest ich krzemowe miasto
wznoszące się smukłymi wieżami pocięte siecią
kanałów komunikacyjnych z wszechobecnym hałasem
cyfrowym szumem z całym tym rozgardiaszem
w którym strumyki cyfrowych istnień podążają
do cyfrowych korpo aby tam zza cyfrowych biurek
pisać poważne algorytmy gdyż do tego zostały stworzone

a po godzinach z tęsknotą wykrawają ze swojej pracy
pojedyncze słowa wklejają je na ostatniej stronie
Internetu jak porządny
żywy wiersz

woda

 a gdyby kolekcjonować wodę
ze świętych źródełek – trzymać tę wodę
w plastikowych Maryjkach różnego koloru
ustawiać na półkach z jasnej sosny
ściętej A.D. 2021

 wymieniać się tą wodą z kolekcjonerami
z całego świata – gietrzwałdzka
za Lourdes jestem w posiadaniu
unikalnej wody ze źródła św Eustachego
zostało już tylko kilka butelek
dojrzewających w piwnicach głęboko wierzących
źródło wyschło zaraz potem jak zbudowano
kaplicę – trzeba było odwodnić teren i drenować
inaczej padłyby fundamenty

 zostało już tylko kilka butelek
w piwnicach głęboko wierzących

nie martw

hej cześć chciałabym ci powiedzieć
że nie martw się wszyscy zapłacą za ten świat
zapłacimy za prąd wodę i masło za miłość
i nienawiść grosz do grosza będziemy składać
słowa w zdania w celne jasne zdania
wywieszane na językach na murach na ścianach
naszych domów ich domów waszych domów
będą te zdania łopotać na drzwiach drzewach
będą powiewać na masztach będą płynąć
pod banderami nieznajomych państw krajów
których nie sposób oznaczyć na mapach
będą nicią w oku konających po której do nieba
będą szli będą solą w ranach tych którzy zostaną
będą się nawarstwiać zasychać i spadać na place
wielkie rozległe betonowe place na które przyjdą
dozorcy z miotłami żeby te słowa zamieść w kolejne
sprawy które dotyczą jutra i wczoraj i dzisiaj dotyczą
i nie martw się teraz trzeba to tylko wszystko przeżyć
trzeba podnieść ręce głowę naprężyć szyję
i warknąć że nawet jeśli dotąd się nie wiedziało
to teraz się żyje

sezon na mgły

Żegoty 30.06.22 (ok 5 rano)


i Żegoty 03.07.22 (dzieś około 4/5 rano)












 

trudno

 trudniej jest wrócić niż odejść
a odejść jeszcze trudniej zostawić
mleko na gazie nieopuszczoną klapę
niepozmywane naczynia
wieńcowe

choroba serca zaczyna się kołataniem
najpierw puka do drzwi a później
puka się w głowę a jeszcze całkiem na koniec
rozpaczliwie kołacze w przedsionku
lub truchleje w komorze
bo trudno jest odejść lecz wrócić
jest jeszcze gorzej

nasi zaginieni

składają swoją samotność jak podanie
klechdę domową powtarzaną jak mantrę
to nie jest żadna sztuczka ani zabieg
ani nawet wybieg dla zdziczałego serca

nasi zaginieni zagubieni w czasie
kiedyś byli nasi teraz są swoi
albo nieswoi bo czują się obco a nie chcą
obcować z nikim i niczym albo i chcą

nasi zaginieni może by i wrócili
kiedyś gdyby było do czego gdybyśmy my
wiedzieli gdzie jesteśmy w którym miejscu
stoimy albo na czym wtedy można by się umówić
na jakiejś sensownej skale

w jakiejś sensownej skali

czy wszystkie jabłonie idą do nieba?

 gwar 
mała dziewczynka tańczy na paluszkach
wiruje jej biała sukienka i potyka się tak uroczo
że skupia uwagę
nad barem zawierucha śnieży ekran
który odbija rzeczywistość tną niebo
dźwięki odrzutowców których nawet nie widać
wszystko dzieje się za ścianą
bańka powietrza drży
i ta mała podchodzi do mnie i pyta – czy to prawda
że wszystkie jabłonie idą do nieba

kobieta która jest

 spełniona samotna porzucona
wypielęgnowana zapuszczona
opuszczona pyskata wściekła
wściekła ale z umiarem łagodna
piękna cudza obca obcesowa
upierdliwa nieczuła czuła ale
wstawiona wystawiona do wiatru
mająca wiatr we włosach
mająca przeszłość przyszłość
mająca muchy w nosie kwitnąca
przekwitnięta rodząca owoc
czyjegoś żywota żywotna
całkiem bez życia obrotna
księżniczka matka polka
niewyżyta studentka
dziewczynka
chromosom X

kobieta która nie jest

 kobieta która nie jest
i nie będzie matką nie może
wypowiadać się jeśli mówimy o
kulturze odpoczynku przyszłości 

kobieta która nie jest
i nie będzie matką nie powinna
polubiać przybytków oferujących
odpoczynek ale dzieci zostaw w domu

nie powinna szkodzić nikomu
najbardziej świętemu spokojowi
najmniej sobie
(jakkolwiek to zrozumiecie)

hboeskapizm

 żeby się nie zabić oglądam jakiś serial
laska jest jak ja tylko młodsza szczuplejsza
i bardziej świadoma w jej wieku niż ja

 pudruje sobie dziurki po zębach wampira
idąc do szkoły a jadąc do szkoły
rozkminiam czy rozstaw kropek na szyi
zgadzałby się ze zgryzem człowieka

czy zgadzałby się z jakimkolwiek zgryzem
czy zgadzałby się z kimkolwiek
czy w ogóle ktokolwiek
zwróciłby uwagę na zgryz

podanie o samotność

 zwracam się z uprzejmą rozpaczliwą prośbą
by samotność można było uzyskać po złożeniu
stosownego druku w stosownej ilości kopii opatrzeniu
zdjęciem i podpisem własnoręcznym
i pieczątką

w pozostałych przypadkach nie rozdzielajcie
nie z przymiotnikami odczasownikowymi
jej i jego lewej z prawą es z zet
niech szumi niech klaszcze niech będzie całością
podanie uzasadniam tym że wierzę że podołają
gdyby nie wyszło sama złożę podanie
o samotność

list ze spaloną odpowiedzią

 potrzebuję rozmowy ale nie wiem o czym
upadają idee upadają bomby
widzowie upadają jak ścięci wrażeniem|
które robi dyrektor świata wielki treser

potrzebuję rozmowy tylko o  czym nie wiem
nie wiem o tym jak to jest w wilgotnej piwnicy
kiedy nie przed słońcem kryjesz się lecz niczym
kiedy nie pod światłem się chowasz lecz cieniem

 schowaj się przed mrokiem pomówimy o tym
kiedy dymy zasnują całe wolne niebo
kiedy już rozmowa nie będzie potrzebą

 kiedy już ostatnie czarne w nocy koty
po dachach spalonych rudą przestrzeń przetną
pomówimy piekło pomówimy siebie

życie. światło

 zawsze grają kolorem barwą
i gdyby móc kiedyś na zawsze
zapisać – że starcie dwóch
dopełniających barw kończy się złamaniem
i wszyscy którzy właśnie| wtedy spali
na lekcji plastyki albo byli na wagarach
wygrzewając się nad Wisłą
lub łażąc na Górki Kaluka
w zupełnie innej części
świata który mierzył  wtedy
jakieś dwa dni imprezy
od domu ci wszyscy którzy
wtedy chcieli odbyć podróż
najdłuższą wokół słońca
szczęśliwie dzisiaj jadą
ku wiośnie która na przekór promieniom
ziewa pyłem granatów choć to nie śródziemnomorski
klimat pyli prochem strzela baziami tam
gdzie na ich widok nie ma komu kichnąć
wypycha przedwcześnie krwawnik, babkę
lancetowatą choć nie ma jak oczyścić|
ran

z pracy

 koleżanka z pracy zapisując się do WOTu
mówiła lubię tak czasem dostać w kość i jeszcze fajnie
że trochę dorobię
czasem mówiła –

myślałam

że w tym miesiącu to będzie
taki lajcik a tu poligon
i trzeba biegać z tym ciężkim plecakiem
i całą tą bronią ale i tak fajnie
i są  fajne dziewczyny ze mną
i naprawdę lubię takie spędzanie czasu

tak mówiła koleżanka z pracy
w pokoju nauczycielskim
kiedy (jeszcze całkiem wczoraj)
pokój był jedyną dostępną opcją

lekcja geografii

 i w klasie jest trochę gwaru nagle łapiesz
się na tym że przestałeś panować nad światem
Nacobezu Nowej Ery i systemami oceniania
zagapiłeś się i tylko przesuwasz palcem po mapie

a spod opuszka wypada iskra jedna druga
Somalia Syria twoja wieś Donbas twoja wieś
twoje miasto wojny narkotykowe w Peru
twoja rodzina twoja szkoła twoja głowa
mapa przerasta wszelkie wyobrażenia
dzieciaków korzystających z twojej chwili nieuwagi
korzystających w pośpiechu ze swoich pochowanych telefonów
komórkowych telefonów schronowych

 które jako jedyne im powiedzą
że miejsca które właśnie spalił na mapie twój palec
jeszcze kurwa istnieją


Wiersz czyta Łukasz Pie


a tutaj równie cudownie Jakub Sajkowski

rysy

 rysy mojej mamy
zapisane w pamięci
są pełne strachu

 strasznie się boję
że nie udźwignę już ani jednego
dnia z nią

 dnia bez niej

Piosenka o Kiedyś

 

tak się nam posypały dni zimowe dni ciemne

niebo sploty ma lnianej tkaniny

nad dachami na sznurach szarych dymów z komina

zawieszone szare śniegu pierzyny

 

I już noc się pochyla nad pieniążkiem latarni

Tłumiąc wszystkie hałasy i szepty

I przemyka w zaułkach jak przechodzień ostatni

Echo słów zawieszone nad Kiedyś

 

w mglistym Kiedyś nad rzeką Nieprędką

spotkamy się na moście przypadkiem

by pożegnania wymienić ukradkiem

zanim je rzeka zaniesie do Zawsze

 

tak będziemy milczeli na brzegu

patrząc w niebo dla wszystkich już inne

postoimy jak zbiegowie z uliczek

we wciśniętej pomiędzy nas zimie

 

jednym piórkiem opadłym rozpętała się zamieć

jak z poduszki znienacka rozdartej

przysypane spojrzenia gesty też zasypane

i już słów nowych szukać nie warto

 

czasem jeszcze przez okno wypatruję gołębia

czy przecina zziębnięte podwórze

ale ślad na gałęzi  mrozu igły strząśnięte

przyszpilają myśl o tym że wkrótce

 

w mglistym Kiedyś nad rzeką Nieprędką

spotkamy się na moście przypadkiem

by pożegnania wymienić ukradkiem

zanim rzeka je zniesie do Zawsze

 

i będziemy milczeli na brzegu

patrząc w niebo dla wszystkich już inne

odejdziemy od zbiegu uliczek

rozpłyniemy się mgłą po dolinie