Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśnienie. Pokaż wszystkie posty

czar

 gdyby księżyc miał siostrę
to taką jak ty…

                  (L.Cohen w tłum M.Zembatego) 

snuje się snuje pajęcza nić uroku
i w mroku się rozdwaja
jak nieznany język jak cień
chłodnego księżyca
przecięty ostrzem rzeki

pełznie rozpełza się  blada
przepołowiona skarga
i w cieniu się rozpływa
i w świetle się rozpada i niknie
i zamiera
na tlejących kartach

uczucie

odeszło
jak rękę odjął
i tak można żyć

myśli o zasypianiu

już luli la dzieweczko
noc i chłód i koniec pełni
i niech się spełni sen
laleczko niech się zaciemni
pokój domowy

już lulajże w szkatułce głowy
niech błyśnie skarb
zimowej bieli czar niech cię osłoni
i luli la

w srebrnym powietrzu
obłoczek pary i majak senny
niech się zestali i pryśnie
czar niech się przemyślnie
z mar w powróz splecie

ty w dal śnij tęsknotę
i z knotem świecy
coraz to krótszym

w tym śnie się pal

krajobraz u studni



mój boże czego to ja bym nie chciała
i w prawo i w lewo i na kolanach
do nieba chciałabym mój boże

a tu mgły a tu gęsi lecą gęgają
a tu psy psioczą i jodłują jodły

los podły nakazuje stój a później idź
w kierat do studni po wodę
przebierać fasolę wyłuszczyć fasolę

na stół jak kawę na ławę wysypać
sypnąć piaskiem żarem prosem prostotą

z losem się nie brać za bary i nie żartować
z barem nie chadzać pod rękę za rękę
i nie zaręczać że się jest żywą

wodą mój boże jakże ja bym chciała
upłynąć wartką głęboką

odwołanie

diable stwórz zamieć ogonem
to co się dobrej nie udało sile
z garści pakułów z wiaderka prosa

baśń znaleziona w świetle księżyca

Nin-Ho, dziewczynko spod wielkiego żółtego miasta
ukrytego w meandrach trawy w cieniu góry węża
gdyby nie te dwa wiadra, zostawione na drodze
nikt by się nie dowiedział o historii z przedmieścia

jedno z wiader trącone czyjąś stopą właśnie się zamienia
w maleńki strumyk a ten biegnie omijając pagórki coraz głośniej
zrywa poszumy z wód okolicznych wyciąga ze studni
wodę wybiera rzekom z koryt i ucieka coraz gniewniej
od góry tocząc gniewną opowieść

drugie wiadro zapuszcza korzenie i już nikt nim poruszyć nie może
pałąk łamie w uległe gałęzie w korze kryją się ślady po palcach
most nosidła jeszcze wiąże dwa wiadra lecz pod obcą ugina się nogą

stary mędrzec co zmienił się w wierzbę płacze z tobą

św. Jerzy

jak tam było z Jerzym? – może
kiedy świętym stał się cały świat
za rogiem
się zaroił się zasępił i zasmoczył

ziejąc ogniem sypiąc iskry niby smoki
smoki wyszły ze swych krain
dziwnych

a ten jeden ten najmniejszy
cichy
u jasnego źródła - luli la
u żywego zdroju – sza
śnił o nurtach rzek podziemnych
o korzeniach wody ciemnych
spał

jak by było z świętym Jerzym? – gdyby
dać smokowi śnić spokojnie
szybę przetrzeć w ciężkim hełmie
w ciężkim oku

ciężko złożyć łeb swój wielki
z boku
smoczej łuski palcem dotknąć
- czy to prawda?
wtulić w smoka zasnąć w źródło

otóż bajka

baśń znaleziona w skrócie

dobro zwycięża zło
i jest ok

ale teraz powstają trzy pytania
dlaczego kradzież trzech włosów
z brody diabła jest dobra
dlaczego obżarcie trzech niedźwiedzi
pzez złotowłosą jest dobre
i dlaczego zawsze jest dobra ta ładna

tara

babka z piasku
wystarczy wziąć patyk
i zrobić do niej wejście
siup

ciemność

poza tym
czerstwieją kurhany i krzepną
się sączy w krew tuatha de danaan
a słowa niekoniecznie muszą być
zrozumiałe
by podrążyć do tary

sen

już na tej łące nie rośnie drzewo
długo nie mogłam go znaleźć a teraz
teraz go nie ma

jest niby wszystko
ślad po korzeniach miejsce na mapie
wspomnienie kształtu które omija
wiatr jeszcze pewien że wczoraj było

i nikt nie wierzy gdy opowiadam
że wczoraj jeszcze tu drzewo stało
szumiało ciepło i kołysało

a może tylko mi się zdawało
może omamił mnie wiatr zamotał
zakręcił młynka wietrznym paplaniem

i może wszystko zmyśliłam sobie
to drzewo łąkę i wiatr nad ranem

origami

Pan Ogai pisze liścik
później wsunie go
w rękaw służącej
ta go zaniesie
aż do domu
Czcigodnej Kochanki

zegarmistrz

w pokoju szkiełko oko i kąt
padania świateł w koło
cyferblaty sprężyny
wskazówki

jednym się kręcą wspak
inne zbyt szybko dążą
pod czujnym okiem szkiełka
w pudełku zwanym światem

a on
wewnątrz pudełka w pudełku
swojego pokoju odmierza ruch na wadze
spowalnia krok i słucha
czy dojdzie doń tykanie

przestrzeni spoza pudła

zima

nie wrócę ja się janicku
na mostku była deszczułka
spróchniała
złamała się pode mną

a jak na ten mostek
szłam jeszcze popatrywałam
czy mnie kto zatrzyma
ale tylko wiatr
grał na nadbrzeżnych badylach

a jak już na deszczułkę wstąpiłam
otworzyła się pode mną
przepaść a nade mną jak wieko
woda się zatrzasła
i jeszcze z dna
nasłuchiwałam czy mnie woła
kto tam

a to tylko mróz trącił gwiazdę

opętanie

„Jeśli więc potrafisz odczytać pismo
i wyjaśnić jego znaczenie, zostaniesz
odziany w purpurę i złoty łańcuch
na szyję”


i będziesz panował
komu?

może tym co rozumieją
ciągi cyfr i liter
innym?

może takim którzy znają
warstwy i przejście
niejedno
wyczytali

uduszonym
łkającym nad każdą zmarnowaną
literą przytłoczonym
nadmiarem sensu

z

ja potrafię

pokosy

marudź mi w warkocz. chwastem
jak chwost wyplataj. ostrożniem
wiąż jak się srebrną wstążką wiąże
popołudnie w noc.

pamiętaj to co chcę
pamiętać. kiedy się pierścionek
toczy między pranie. znów jest czas.
tak zrób

żeby zogromnieć aż się samo przysłoni
tamto miasto. wytraw mnie spośród
straw

grawitacja

coraz cięższa

noc garbi się w stronę horyzontu
i coraz trudniej się zerwać
jak ranny ptak ze snu

coraz cięższa

myśl która ma na sumieniu więcej
niż wczoraj choć mówią że ranek
mądrzejszy jest niż wieczór

jak baśń
stara i ślepa jasnoczujaca
głowę podnosi wyżej

a jeśli wietrzą podstęp - i w tej lekkości
i ciężkich splotach ujrzą żmiję

jaka jest?

to kruche czółno chwiejna krypa
suchego liścia puste przestrzenie dłoni
szary ból serca. cisza

konstruktor słowików

powiedział mi że ptasieję
że kiedy ostatnio mnie widział
obojczyki tak nie sterczały
- szykujesz się do odlotu?

zapytał patrząc z ukosa
wkrótce przebiją cię skrzydła
a nigdy bym nie pomyślał
żeby zbudować ci klatkę
na serce

odległości

za siedmioma górami rzekami
siedmioma i jednym
rozległym morzem
śnieżka – kropla zamarzniętej wody

szklane pudełko chroni ją od śmierci
nad nią siedmiu brodatych gnomów
kręci głowami że taka bliska
a tak daleko od nich

i to nie śmierć głodowa bo tę można
obejść i nie jest to sen wieczny
królewny lód nie nosi korony

to zatrzymane źródło
czeka
na ciepło ręki



(Dance)

***

zwinąć się i przeczekać
niechęć głód wojny
serce chronić przed zwątpieniem
przed zaciśnięciem w pięść
zamknąć oczy

zatrzasnąć usta kiedy już
przestały być potrzebne
pochować dłonie
za siebie
i stopy

jednym wierszem
roznieść się na cztery wiatry

rozproszyć

[jak zaczyna się baśń]

jak zaczyna się baśń? czasem wiejącym od morza
wiatrem który drażni nozdrza bo przynosi zapach
dymu z nieznanej krainy której na imię jak innym

może też zacząć się na szczycie wieży
pośrodku niewielkiego pokoju
gdzie nie zbudowano jeszcze granic
a już zburzono te które otaczały

baśń zaczyna się pod chmurą opasłą jak leniwe konisko
brzuchatą rybą półmiskiem granatowym
na rzeczy proste i jasne. i ciemne

mieszka tu kobieta której świat
wiecznie się rozsypuje a ona
zbiera kawałki i wkłada w kieszenie
na później

są między nimi takie miejsca małe ogniska
w których się grzeje słodkie ziemniaki
jak ciepłe słowa jak dłonie chłopca który je trzymał
w strumieniu