Mama z gromackim w tle


 Czyli płyń rzeko.
Żegoty 18. listopada 2023

przy

 przy maszynie do rozdrabniania
na kawałki małych ognisk przy drzewie
które nie da się objąć  ramionami
ani wzrokiem kiedy pod nim stoisz przy
ciemnej rosochatej gałęzi pachnącej
żywicą owiniętej powojem przy wilgotnej
ziemi  która nagle i niespodziewanie drży

przy słupku kiedy ktoś strzelił gola
albo i nie strzelił i teraz skrywa łzy przy
tym nieszczęsnym słowie które za szybko padło i
przepadło przy niespodziewanej kłótni kochanków
przy wrzasku nad ranem kiedy lis zajmuje pozycję
w centrum przy naprawianiu szkód przy płakaniu
przy uspokajaniu się czkając

przy domu w ogrodzie wyrywając
raz za razem żółtlicę drobnokwiatową
i podagrycznik przy śmierci taty przy
zbiorze jabłek przy ataku padaczki przy
winogronach przy odłączaniu od płucoserca
przy kopaniu dołka przy tego dołka wybieraniu
przy pisaniu pobieraniu krwi
nadal jestem
przy

 

 

podanie o samotność

 gdyby tak zedrzeć skórę z bloku twarzy
i nocne mroki mieszkań wydać światu
nikczemne zmowy niejasnych kochanków
sny niespokojne zszarzałych mieszkańców

uśpiony chrapie płaski telewizor
we śnie obrazy snując równie płaskie
mruga zielono ładowarki rytmem
późny esemes po fatalnej randce

śpi pies na łóżku wysłany po pana
list z zaproszeniem na niechciane chrzciny
śpi przytulony do chłodnej dziewczyny
puchaty kocyk czuła nocna zmiana

na dworze wiatr ujada deszcz docina
na korytarzach szczury piszą pozwy
na szafce ciężko gnie się gałąź brzozy
nad sercem sztywno ugina się mostek

i kiedy mrok się wylewa z bieliźniarki
wszystkie atomy tracą dzienną ostrość
bladzi poeci siedzą w krążkach lampki
piszą podanie o samotność

niewiele

 posłuchaj żeby być razem
wcale nie musimy uciekać
wyjdziemy z domu a za drzwiami
będzie akurat wielka powódź
więc wsiądziemy do akurat przepływającej
łodzi i powiosłujemy gwiżdżąc modne
szlagiery oraz gwiżdżąc na wszystko

i akurat tak się napatoczy jakiś inny
opuszczony dom którego nikt nie zechciał
taki który tylko czeka żeby wysiąść
i go wziąć pod skrzydła wysuszyć mokre deski
otworzyć drzwi i okna
więc po krótkiej rozmowie wysiądziemy
z tej wiosłowej łodzi i ty akurat będziesz miał
zapałki w kieszeni a ja akurat spakowane kanapki
i termos z pomidorówką i zupełnie przypadkiem
w piecu będzie całkiem suche drewno na rozpałkę
i widzisz wcale wiele nie trzeba
żebyśmy byli razem

początek

 moja matka niemiłosierna twarda
jak podeszwa żołnierskiego buta moja matka
czulsza niż bawełniany puch niż światłoczuła
błona diafragma membrana dźwięków wszystkich

moja matka zawyła i wybiła mnie z rytmu
z pływów kwantowych z superpozycji z niewiarygodnego
uczucia że się jest wszystkim więc ona
mnie zawołała i krzyczała podczas gdy ja

otwierając oczy powiedziałam - kobieto właśnie upadłam
na ziemię a potem stoczyłam się ze wzgórza
daj mi chwilę żebym się zorientowała

zwłoka

pamiętam z dzieciństwa dzieci szły do trupa
nie wolno tak było mówić bo to brzydko
(a trup mógł usłyszeć) więc nie mówiło się tego
dorosłym

zwłoki (dziwna nazwa ale i adekwatna
bo przecież to trzy puste dni zwłoki w podatku
odchodowym) truposz zmarlak jeszcze nie nasz
z czasem

z czasem zwłoki wypełniały się gazem
płaczem nasiąkały choć ze wszystkich sił
starano się je osuszyć

jak łzy

chwała chwastom

 chwała chwastom
pleniącym się bez planu
niewiernym istotom z kolcami
z haczykami na nasionach
istotom natrętnym odważnym
i nieprzejednanym
chwała ich kłączom albowiem
właśnie do nich będzie należeć
głodna ziemia i ciemna woda
do ich owoców przylgnie królestwo niebieskie

chwała przytulii czepnej chwała psiemu
uczepowi żółtlicy drobnokwiatowej
ostrożniom jasnemu mniszkowi bylicy
pospolitej

chwała zielsku które pomimo
wciąż ożywającej niechęci nieugięcie
podnosi głowę zieloną
witkę

My way

























Żegoty 28.02.23
 

koty

 czarne koty to dziurki wypalone w osnowie
małe portale do czegoś co tam jest
za barykadą światła na drugiej stronie
błękitów i ultramaryn. czarne koty mówią
siedząc na starych skrzynkach na schodach
wyciągając się na wycieraczkach że spoko
wystarczy położyć rękę i pomerdać palcami
żeby się przekonać co do istnienia
tamtego świata. czarne koty idące przez ulicę
drapiące się za uchem śpiące w koszyku na robótki
nic sobie nie robiące z tego że białe koty.
białe koty to miejsca w których rzeczywistość
po prostu zniknęła i za lakierowaną warstwą
naprawdę nie ma nic

półsłówka

 dzwoniłam do was wszystkich
do każdego z osobna
do niektórych w mojej głowie
do innych ponumerowanych
w moim telefonie

odebrał nikt
pogadaliśmy
trochę
pytałam o to owo
nikt pytał po co dzwonię

po nic
powiedziałam
i to była prawda
przynajmniej w  połowie

pamięć tkankowa

ciało pamięta urazy
może być złamane zmarznięte
może się przegrzać może nie jeść
a może je
boleć 

może tracić
komórki złuszczające się
może zyskiwać krwinki czerwone
może wydawać wojny
może być zaognione
może spalać
może palić
na stosie może ranić

może być
zranione


Koty nie umio


 pierwszy od śmierci Mirka Popiołka kotek. Tym razem Globus, jakoś tak dziś wszystko zabanglao.

postanowienie

 postanowiłeś nigdy już nie cierpieć 
świat skurczył się do jednej pestki
awokado – śliskiej i okrągłej
z możliwością skiełkowania

postanowiłeś że nic a nic
nie będzie cię to obchodzić
nie będzie żadnego sadzenia
ani pory zbiorów

włożyłeś ten świat do kieszeni
od razu zagubił się w czarnej dziurze
podszewki może nawet gdzieś wypadł
może nawet gdzieś rośnie

strzał. migawka

 to już za mało czasu
żeby nauczyć się siebie
już za mało
na co więc czekamy

może jest coś
czego nikt z nas nie wie
może wspomnienie obudzi
śpiący kurz
może światło odbite
na starych kartkach
może nie ma już

 może jest tylko tu
dla mnie

czaty

 widzimy siebie jako aktywne/ nieaktywne kropki
nie odzywamy się do siebie nawet jak boli
nieistnienie – my wiemy
nie istniejemy bo któż by do nas się odzywał
i słuchał przybywał
i odchodził

widzimy siebie
nadaktywne kropki nawet jak boli
nie odzywamy się do siebie do innych też
bo któż by przybywał i odchodził
kto słuchał ten błądził
kto słuchał
ten umarł

dobrze

 D.

gdybym powiedziała dobrze któregoś słonecznego popołudnia
w małym mieście tego dnia pełnym ludzi i nadziei może byłoby dobrze
a może dobrze że powiedziałam wtedy nie jest tak
jak myślimy jest zupełnie inaczej teraz jest na niby a tak naprawdę
obudzimy się rano i będzie padał deszcz i przejedzie betoniarka
i sami nie będziemy wiedzieć czy to już przyszło niedobrze
czy może dobrze 
poszło sobie

gdybym wtedy powiedziała może byłoby dobrze
ale i tak przecież jest