Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekrój warstwowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekrój warstwowy. Pokaż wszystkie posty

wiersz na zakończenie

czasami trzeba rozebrać się przed tłumem
zrobić z siebie widowisko wykrzyczeć
wyszarpać pazurami wydrzeć
siebie

po tym nie zostanie już nic
do stracenia
z finału można zachować
tylko jedną rzecz
nie można mieć wszystkiego

trzeba dobrze się zastanowić
czy będzie to godność
radość czy ciemna masa serca
ten drobiazg być może pozwoli narodzić się kiedyś
na nowo i wyrosnąć na jedynym
twardym jak śrut ziarnie

to ostatnia lekcja anatomii
chłodny blat stołu i pustka
gdzieś na dnie umysłu – dotrzeć tam
zostać i stać się tak czystym
jakby świat nas nigdy nie dotknął

oddaję wszystkie zaszczyty honory
ustawiam pod stołem swoje buty
bardzo chcę być odważna znieść ból
z twarzą ponieważ to właśnie ją wybrałam
do ocalenia

jest straszliwiej niż się spodziewałam
w gardle rodzi się wrzask
i co gorsza nie ma oczyszczenia bo chociaż ślepe
ale bardzo przywiązane
zmieszało się serce

******

jacy jesteśmy
żadni
bo kiedy trzeba

odpowiedzieć lub ująć
się za kimś lub za działać
to nagle szarzejemy

zadni

najpierw udajemy bohaterów
a do samych siebie w środku
później wracamy
do tak zwanego wroga
wrogiem wcześniej
nazwanego

tacy jesteśmy
nieskładni
i w strachu sponiewierani
że nam grunt
się wysunie
poza granicę marzeń
obiecywanych przez matkę
i ojca

tacy jesteśmy żadni
rzadcy
rozcieńczeni przez schemat
nawet nieprzykładni
a szkoda

bo to byłby przynajmniej dowód
na jakieś

marsz

marsz kobiety przebrzydłej
kobiety niekochanej
co nie dba o skórę paznokcie
nosi bez kształtu gorzkie sukienki
marsz tej wiecznie odpychającej
kobiety

odruch przeżywania

jest wpisany w tkankę w komórkę
wewnątrz głowy w zapadłą mieścinę
gdzie wszystko jest oddalone
przynajmniej o dwa dni drogi

to odruch zbudowania
z szarpanych płócien wilgotnych
jeszcze śladów po palcach - podróżnika

jak stać się na zimnym dworcu
z zimnym nosem i myśleć tylko o tym
żeby się nie rozpłakać a ciało
wykona wszystko za nas

automatyczne czynności

[kiwanie się do taktu
pojazdu kiwanie się w półśnie
zmiana fal mózgowych
tylko bez fazy REM]

opętanie

„Jeśli więc potrafisz odczytać pismo
i wyjaśnić jego znaczenie, zostaniesz
odziany w purpurę i złoty łańcuch
na szyję”


i będziesz panował
komu?

może tym co rozumieją
ciągi cyfr i liter
innym?

może takim którzy znają
warstwy i przejście
niejedno
wyczytali

uduszonym
łkającym nad każdą zmarnowaną
literą przytłoczonym
nadmiarem sensu

z

ja potrafię

się zmyślam

kto mnie dokończy wykończy
kanty i kąty piony poziomy
kto mnie dorośnie dojrzy dojrzeję
gdzieś w perspektywie
albo i nie
i nie

kto mnie zakończy tam gdzie się
ja nie spodziewam podziewam się
gdzieś gdzie się nie kończę ja się
kto mnie ucapi ułapi
kto mnie wykończy

poruszam się
bezkształtną gliną amebą
wymysłem bezręką
się śnię

to jest piosenka
o samotności ości i rości
uczucia swe do prawa do mnie
że nieprzytomnie ja siebie śnię
i resztę śnię

że się wymyślam i zmyślam że kiedyś
gdzieś się zaczęłam więc
muszę się skończyć
i że
jest jakiś cel
albo i nie

więc mnie nie skończy
wykończy mnie nikt
mnie nie dojrzeje nie dojrzy

pstryk

rozwój

i znów przyjdą do ciebie dni puste
jak skorupa po wyklutym
dni jałowsze niż ziemia bo nieuzasadnione
kapryśną cywilizacją dni bez podziału
świata

są jak wielki kosmiczny meteor – wewnątrz cali
z żelaza i pierwiastków
na wierzchu zamieniają się w parę albo spalają
w atmosferze tej ziemi

[rośnie we mnie gigantyczne drzewo ściąga
od dawna od czasu afrykańskich burz
jawi się prawi nawia – drzewo jest samotne
a każda jego gałąź trzyma osobno
liście]

[cichnie we mnie hałas i robi się głośno
aż nie do wytrzymania na zewnątrz
znajduje się poza zasięgiem
cudzej wrażliwości]

mają własne tory własne loty i wspólną przestrzeń
którą mogą podzielić albo pociąć według uznania
praw i bezprawia jeśli takie istnieje

znów przyjdą dni skoku dni wzrostu odrzucenia
pancerza w morzu pierwotnych
potrzeb w oceanie możliwości

zrośnięcie jaźni

zrosły mi się
i teraz wiem że nie zdążę
załatwić tych
co zostały

spraw które miałam na raz
zaplanowane
założone

jedna ja miałam
iść i kochać druga
miałam ja nie kochać

pierwsza miałam zepsuć
a druga nie
pozwalać niszczyć

zrosły mi się ja
moje
w jeden
brak

kurwa czasu

lobotomia

wstaję
dzień drugi po początku świata
(to zależy mówili starsi
z którego patrzeć końca)
więc wstaję i jak nie patrzeć to jestem
samotna

jakby wokół mnie rozdzielono prawa
do oddychania i dostałam najwięcej

na szyi otwierają mi się nagłe szpary skrzelowe
i nagle też chcę do wody chcę dosięgnąć głową
mułu w którym się kłębi lub zazębia
przestrzeń

powoli mnie omija wypomnienie płetwy
rośnie pięść palców z jednej i po drugiej
stronie a jednak ciągle jak ryba szamoczę się
w sieci

wstaję po rozdzieleniu i nie całkiem
zdrowa

kiedy jest głośno

dziewczynka zza okna nie daje się dotykać
kiedy ją pytam o przyczyny zamyka usta
i otwiera w głąb siebie źrenicę

jeśli za nią wołam ucieka wtedy krzyczę
żeby więcej nie podchodziła i nawet nie próbowała

a ona wciąż tam wystaje jak stęsknione stworzenie
niekiedy wspina się na palce i dotyka szkła
dłonią albo językiem

w prawdzie

„ pożądanie rzekło – nie widziałem
żebyś zstępowała ale teraz widzę
że się wznosisz. czemu kłamiesz skoro
należysz do mnie

a dusza odparła
-widziałam cię”

szczelina szeroka na dwa palce
i równie wąska kiedy przychodzi
oddzielić – co nasze i na dane
jak zajrzeć czy istnieje potrzeba
rozdzierania powłok rozdzielenia

mnie i ciebie
- pragnienie. za jaką cenę

gdybym chciała mówić językiem
aniołów pewnie mówiłabym
lecz nie mogę oddać tego
czego nie posiadłam – chcę

jakbym miała polecieć
nauczyć się kłamać
bo widziałam

powierzchnia zamieszkana

uśmiech i za chwilę
wracamy do siebie

swoich powłoczek
na kołdry poduszki
swoich wygodnych forteli

i nic
a nic nie jest w stanie
zmienić

tego przywiązania z gruntu
do ziemi słów
do czegoś

w (co nie)

wierzymy

agni

w moim brzuchu zalągł się ogień. przyszedł
niepostrzeżenie i uwił gniazdo - jak można
nie zauważyć płomienia - mówili mędrcy którzy

zjedli już wszystkie rozumy i potrafili wskazać
tan tien co do milimetra. a jednak istnieją bruzdy
którymi wymyka się nadmiar energii w których

nawet ja mogę dać się oświecić albo blask stracić
mogą rozumienia. zalęgło się nieoczekiwanie światło
chciało i wędruję do tego

listopad

moja cicha jest kolejny miesiąc
to co rośnie w mózgu dawno przekroczyło
wszelką wyobraźnię. choćby się uganiać
za i przed potworami księżyc mówi jasno

i popatrz jednak ciągle krwawię kąsam
kota szczotkuję i maluję oczy
na powiekach. chociaż łatwo opadają

ręce cicha moja są bezpieczne. zwykle to język
czuje się jak pozrywany ząbkami pocztowy znaczek

to już (jesień)

je sień
a i zeżarłby korytarz
żeby tylko na kamieniu
deska nie została

bo jego
bo boli
bo kurwa naniosła liści
a miała mu gotować

elegancki futerał
z kołatką

całe stada kołatków


*
http://img236.imageshack.us/img236/1355/co01copyib2.jpg
http://www.digart.pl/praca/1258905/to_juz.html
http://www.digart.pl/praca/1240088/To_Juz.html
http://www.digart.pl/praca/1236742/dodane.html
http://www.digart.pl/praca/1235875.html

delirycznie

ponieważ fale rozstąpiły się jak dwie fałdy
podczas gastrulacji czas i nam się rozstać nie zostawać nad
jak pędy fasoli zawijają się same tak i nam przychodzi
stroszyć wąs kręcić wokół narodzin kiedy już

wylosowane zestawienia dat i wszelkich potknięć
w trakcie chowu wsobnego uraz ans i kabansów do losu
łatwo się zanosić wszędzie tam gdzie można jak podanie
składać ciało albo własne żale płaczliwie w szkło

kieliszku nakryj się nakryj kopytami
to się nazywa fikołek po nim zawsze jest wstrząs

z podróży

trzask. zasieki. trzask trzask
kolczaste maliny. samice jeży. żony
kochanki pracownicy dróg i kolei. ujęcia.

kadry. spotykane ramki. antyramy.
pozy posegregowane w przedziałach
można wypadać a nawet chce się

nieźle wypaść. tak porządnie. po ludzku
nie da się lubić wszystkiego. wszystko
tym bardziej się nie da

rozsądnie migać

załamał się lód

no i uciekła. uciekła się cała
wyciekała mu przez palce. nie próbuj
mnie wyrównać złapać bo się nie daję

dotknąć- jestem zawsze sama.
choćby chcenie miało mnie przyciągać
jak magnes. odwracała kiedy on odwracał

spłaszczała końce. wyginała kąciki
ust w grymasy. uśmiechał się jeden
za drugim za drugą jedna zagracał

grał cały czas. groził zawaleniem
złamaniem. za i przed. zawsze o krok
do tyłu i w przód istniał jako kiedyś
to dlatego

Origami

cicho. mówiła. umiem godzinami siedzieć w pozycji
stojącej. niekoniecznie potrzebuję ruchu. szczególnie
kiedy jesteśmy we dwoje. usypiała mu u stóp
usypywała się jak piasek wokół zakazów
głośnych rozmów i kiedy rozbijał słowa

ciszej. słucham tylko wody. dlatego przechowuję
kran na półce. śmiała się gdy on się dziwił
nienaturalnej jego zdaniem manii zbierania. w dłonie

wysypała mu raz cały koszyk gwizdków.
powyciągaj te kulki. nie mogę znieść głosu wewnątrz
rosnącego grochu. dzisiaj muszę być spokojna.

trzymał ją mocno. zatrzymywał gdy chciała wychodzić
zabijał codziennie okna. a kiedy umierała z nimi
złościł się. już tam byłaś. i wbijał kolejną szpilkę
w mapę wiszącą w nogach łóżka. znaczył
po czym rozprostowywał skrzydła które uparcie składała

.







(28.02.07)

naszyjnik

nigdzie nie dojeżdżam stoję w miejscu. już jadę
przebieram nóżkami. już jadę. pierdoli mi się świat
za każdym drzewem krzakiem. ja tylko stoję
i puchnę z bekiem wielka pani ropucha. więcej

pożytku, niż chęci dotknięcia że toto oddycha.
mały skarabeuszu moje rzeczy stygną zamieniają się
w półprzeźroczystą masę. zamieniają się miejscami
stygną nie eksplodują. nawet jeśli chcesz wyjść teraz.

inkluzja jest tak oczywista bo jest odkąd istnieją
morza. odkąd istnieje żywica dopóki będą owady
składane oczko po oczku będzie się ciągle zamykać.
będzie się nosić na szyi język zwinięty jak linę.