Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dreptak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dreptak. Pokaż wszystkie posty

przewijanie wojny

wojna znów zabija dzieci w strefie Gazy
a ja skroluję świat uciekając od każdego nagłówka
który niesie śmierć niesie tamtą śmierć
wymierza ją we mnie jak lufę

wojna nie zabija zabijam ja ty oni
ja zabijam kupując wyjątkowo tanio
zabijają ludzie konstruujący lufy myślący o obronie
zabijają dzieci z przedszkola którym
mówi się ten to tamto  świąteczni właściciele psów
zabija wytwórca szynek zabija ogrodnik

skrolujemy ten świat staramy się bardzo
i wojna trwa
jakby nikt nie chciał nic zrobić


może już czas


może już czas pożegnać
trupy grupy niechciane artefakty
może już

czas nagli
zastałymi rzeczami kusi
to do dobrego to do złego

jakiż
to musiałby
być chwat
a jakiż świat

wobec niego

aura



*deszczowa aura toczy
 sprzeczkę z upałem- wczoraj szłam
w kondukcie pogrzebowym mieszając się
z festynem życia – świętem narodzin

dziś upał wygrywa wysusza kanały
łzowe rozgrzewając i powodując pękanie
ziemi pięt i szorstkiej skóry na łokciach

moja mama jest niedorosła – zmalała
zmacerowała się zmiennymi kolejami
 pogody ja się jeszcze rozciągam
i kurczę w różnych wilgotnościach


*dziś

*słoneczna aura mumifikuje
słowa gesty tak zwane wakacje
wygrane z czasem który miesza się
z bezwzględnie odpornym na wszystko

piaskiem

syndrom sztokholmski



po praniu wiesza
jego koszule w ogrodzie
będą pachnieć latem
kiedy późną jesienią
zanurzy w nich twarz
w przypływie nostalgii

Nadbrzeżna. Jeziorany



to jest ulica tak samo piękna
jak wszystkie te które usiłują złapać
nasze nieprzygotowane na to serca
zakątki

przedsionki i komory chatynek
proste wyjątki powiedzonka powidoki
smalec skwarki i pokrzywy

dać rzeczy sedno – powiedzmy sobie
jedno – nic nam nie powie – milczenie
bez dna – a ty człowieku podejdź
zostaw zaniechaj nie psuj-

ulica Nadbrzeżna - śpieszmy kochać
bez pośpiechu

johoho



tyle nam zostało ledwie płomyk świeczki
którą byle podmuch obraca w ogarek
jakiś ze wstążeczką wymięty bukiecik
i spróchniała krypa co płynie w nieznane

żegna nas płacz sierot kiedy od nadbrzeża
swe awanturnicze odbijamy ciało
a gdy odpływamy bractwo nas szkaplerzem
odżegnuje żeby wracać się nie chciało

czeka nas nieznana do tej pory ziemia
gdy  zgrabiałe ręce już nie szarpią  sterem
więc poznając życie znowu od korzenia
płyniemy wesoło pod Jolly Rogerem

zmierzch



kiedy się rozstajemy gdzieś pęka jakieś drzewo
wiatr pracowicie szlifuje każde ziarenko piasku
i niefrasobliwie zrzuca na głowę zmęczonym lasom
i lekceważąco świszcze w piórach zziębniętym mewom

kiedy się rozchodzimy księżyc ubywa z pełni
rzeka niedbale chlapie to tu to tam burą wodą
a schody co kiedyś do drzwi teraz donikąd wiodą
i pomimo latarni co jeszcze tli się jest coraz ciemniej

na wysypisku deszcz pilnie wylizał do czysta listy
skrzypią niemiłosiernie spróchniałe ramy obrazów
oddając  złote podziały złotemu zębowi czasu

lecz jeszcze gamoniowata lampa naciąga abażur
ślepa że nieco wgnieciony i nie bardzo już czysty
i noc nagle zdjęta litością cofa drapieżny pazur

cicha noc



może była cicha kiedy narodził się
z nieważne jakich chrześcijańskich buddyjskich
islamskich źródeł czy tych w języku keczua

prawdopodobnie nie była – przyroda zawsze wydaje
jakieś odgłosy zwłaszcza nocą kiedy poluje się
na ofiarę sensację czy po prostu przetrwanie

i oto w ciemnościach może w przestrzeni sawanny
pojawił się ten któremu zabrakło miejsca w gospodzie
i drzew (odtąd możliwe że mu ich zawsze brakować będzie)
nie waleczny tygrys nie ogromny słoń nie groźny lew
ale wszechwładne chuchro któremu jakoś nic
nie można zrobić oprócz miejsca na grzędzie

a Jej Wysokość Grzęda to nasza Wieża Babel
się wreszcie jebnie i noc znów zrobi się cicha
 po tym naszym jazgocie
nie mającym nic wspólnego
z pomieszaniem
języka

języka

kochanka



kochanka to instytucja jesienna
latem zabiera się rodziny na wakacje
zimą dba o domowe ognisko
wiosną miewa
nadzieję

a jesienią
jesienią dobrze jest wpaść
do kochanki
jak po ogień zapukać zostać wyjść
z siebie i trzasnąć drzwiami

to może być też o miłości



to nie jest tekst o miłości bo ta
nas nie dotyka nawet jeśli czujemy
oboje – każdy z nas gra na stronie
strunie tego świata inny zupełnie temat

raz jest nam świat a raz  go nie ma pod ciężką
ręką geografii – ścieżki drogi rozsypują się
pod nogami przypadkowych depczących
drepczących niezdecydowanie i bez celu
bez nawet ciepłych płaszczy i z tego

marzną również moje ramiona kiedy wpatrzona w księżyc
wiszący nad cmentarzem wsłuchuję się w echo
odrzucanych połączeń ciśniętej z rozmachem
słuchawki brzdęk dźwięk szklany talerzyk pełni
chwieje się i drży w moim oku – zwykłe ludzkie sprawki
też się chwieją i niepewnie jest łapać za krańce
splotu okoliczności szarpać wątki zdarzeń

napisz mi to -  rzucasz na odchodne
 - to się później zmaże