zmierzch



kiedy się rozstajemy gdzieś pęka jakieś drzewo
wiatr pracowicie szlifuje każde ziarenko piasku
i niefrasobliwie zrzuca na głowę zmęczonym lasom
i lekceważąco świszcze w piórach zziębniętym mewom

kiedy się rozchodzimy księżyc ubywa z pełni
rzeka niedbale chlapie to tu to tam burą wodą
a schody co kiedyś do drzwi teraz donikąd wiodą
i pomimo latarni co jeszcze tli się jest coraz ciemniej

na wysypisku deszcz pilnie wylizał do czysta listy
skrzypią niemiłosiernie spróchniałe ramy obrazów
oddając  złote podziały złotemu zębowi czasu

lecz jeszcze gamoniowata lampa naciąga abażur
ślepa że nieco wgnieciony i nie bardzo już czysty
i noc nagle zdjęta litością cofa drapieżny pazur

2 komentarze:

wczasowa pisze...

gamoń - słowo super, ale gamoniowata - eee...

wuszka pisze...

no we, super jest to słowo!