co nie jest twoją winą

nie jest twoją winą – granica
stal zimno ostrość – nie wiń się za to
przecież nie ty ustalałeś że to wszystko razem
zestali się w jedność i natychmiast rozsypie
na pojedyncze kolce na szron na szybie
to nie jest twoją winą przecież
– nie ty wybierałeś
nie jest twoją winą drut ani krzyż
kolczasty żywopłot przecież rośnie sam
nie jest twoją winą tabliczka –
zakaz łajz zakaz wejścia na posesję wyjścia
na brzeg nie jest twoją winą że akurat ktoś
wbiegł i został wymazany –śnieżką kulką pismem
urzędowym przerzuceniem za most
za ogrodzenie
na czysty śnieg


nie martw się kochanie

 nie martw się kochanie nawet jeśli
teraz się rozstaniemy to przecież
jeszcze nie wieczność nawet jeśli na zawsze
to też nie wieczność a więc
się nie martw bo nawet zmarli
nie żyją więc żywi
nie powinni się martwić

ekosystem pomostowy

 ekosystemy rozpadają się umiera
ekosystem facebooka następuje
nicość cisza w eterze osobniki
całe populacje odrywają się
i dryfują skazane na bycie wyspą

czy jesteś wyspą? pyta mnie
jeden z użytkowników który zna mnie
dokładniej niż własna matka albo inaczej
lepiej niż ona wie co teraz robię

czy jesteś wyspą pytam ciebie
zanim umrze ostatni ekosytem
czy jesteś wyspą? odpowiedz

apokalipsa

 nie musimy nawet jechać na granicę
oglądać tivi nasłuchiwać i czytać
apokalipsa jest tu i teraz - zaczęła się
odkąd przyszedłeś na świat odkąd przyszedł
na świat twój gatunek
mój gatunek

każdy z nas ją ma niesie
jak koszyczek święconki
w sobie w genotypie jako recesywną cechę
dlatego nie sposób poznać po oczach
ani po kolorze włosów ani wypukłym czole

każdy gatunek ją niesie
w sobie w genotypie czasem dominuje
i wtedy poznaje się apokalipsę
po zanikaniu gatunku w sposób niczym
uzasadniony głupotą
albo zwykłym przypadkiem

i nie możesz stać obok oglądać
apokalipsy bo zmuszony jesteś ją przeżyć
choć jej nie przeżyjesz

*

*apokalipsa nie uzasadnia bezlitosności, nie uzasadnia obojętności, nie uzasadnia zgody na okrucieństwo

świt

 księżyc zanurza pysk w srebrne rżysko
powietrze szklaną harfą dźwięczy
i my zgubieni przed bladym brzaskiem
my pobrużdżeni my poranieni

zapasy zwątpliwości


 cienkopis na kopercie z rachuniek. październik 2021

prawdziwy cmentarz

 to jest prawdziwy cmentarz
kiedyś jeszcze można było go pomylić
z miejscem zadumy albo spoczynku
teraz hula tu wiatr grzebie 

w sztucznych płatkach wiecznych
bukietów rozwiewa nadzieje
na święty spokój
na modlitwę konarów
niezłomność korzeni

to jest prawdziwy cmentarz –jego mieszkańcy
przestali
mnie odwiedzać i niewiele istot łączy
tlejące duchy z materią powietrza – ci
co sadzili te drzewa nie mogą ich bronić
te drzewa przez nich posadzone
już nie obronią ich


pocztówka z kamienicy

 schody kręte aż do samego piekła
w którym mieszka smutna rodzina diabła
diabła akurat nie ma bo jest
na przymusowym odwyku więc piekło
nie działa zupełnie jak podczas Wielkanocy

(tak mówiła babka Weronika
kiedy z opuszczonymi portkami
mój ojciec miał odebrać zasłużoną karę
i jeszcze przed świątecznym śniadaniem
winę darowano)

na poddaszu żyją anioły
można to poznać po mnóstwie piór
przewalających się po podłodze
i po braku śladów nietkniętych
pajęczynach
(język aniołów bardzo różni się od ludzkiego
najczęściej przypomina zwykłe gruchanie
a krew aniołów gołębie odchody
niezwykle łatwo je pomylić)

gdzieś po środku praczka
wlecze do mieszkania naręcza miejskich brudów
a później roznosi je po domach w których nikt nie wierzy
ani w piekło ani w anioły zaś na drugim piętrze
mieszka przewieszony przez parapet
ledwie żywy poeta

wenflon

 

dziś jeszcze nie przyjdzie do ciebie śmierteczka kotku
choć panoszy się w tobie i podobno już czeka dziś jeszcze nie
jeszcze wenflon trzyma cię ze mną i z moich kolan się nie odklejasz 

dziś jeszcze nie przyjdzie po ciebie śmierteczka mamo
choć płaczesz że jak przyjdzie do kotka to i ciebie
zagarnie za jednym zamachem i nie masz wenflonu pępowina przecięta

a ja nie mogę wybierać

drugi wiersz gdybający

 a co by było gdyby wiersz skoczył na mnie z krzaka
leszczyny – siedział tam sobie wcześniej nieporuszony
i skanował otoczenie w poszukiwaniu ciepłokrwistej ofiary
i gdyby skoczył i wpił się we mnie jak kleszcz
rozsiewając czynniki patologiczne
atakujące korę mózgową i jeszcze piłby moją krew
i piłby jak niewygodne buty

pierwszy wiersz gdybający

 a co by było gdyby dajmy na to jakiś wiersz
wbił mi się w stopę jątrzył się i zaogniał tkanki miękkie
wokół miejsca urazu spowodował zakażenie
które jak wszyscy wiedzą od dzieciństwa
pełnego siniaków i zadrapań – wędruje
cienką czarną kreską tuż pod skórą aż dochodzi
tego nikt nam nigdy nie powiedział gdzie właściwie ma dojść
ten wiersz

papierowy samolocik

 chciałam wczoraj wyjść z domu ale
opuściła mnie odwaga – nie udało mi się otworzyć
ani drzwi ani okna dostępna była jedynie
klapka dla psa i chciałam wczoraj wyjść
ale opuścił mnie bóg – zabrał
ciało swoje z mojego ciała
i chciałam wczoraj wyjść z ciała
przespacerować się po krawędzi świata
zachowując równowagę z zamkniętymi oknami
chciałam wczoraj wyjść z siebie
ale opuścił mnie duch


*w roku 2020 samobójstwo popełniło 107 nastolatków, jeszcze większa jest ilość nieudanych prób samobójczych.

pioseneczka bez tytułu

 hi boy, I’m crazy but not stupid
I’m crazy but not young
w moich żyłach płynie ogień
w moich oczach płynie woda
w moich ustach płyną słowa
w moim ciele płynie czas

hej chłopcze jestem wariatką
ale nie jestem naiwna tak jak myślisz
w twoich myślach płyną słowa
w twoim ciele płonie ogień
w twoich oczach płynie czas
w twoich ustach płynę ja

 hej chłopcze popłyńmy razem tam
gdzie wszystko nieruchomo śpi
gdzie każdy kęs powietrza
trzeba siłą oddzierać
może w takim stabilnym świecie
nie zapalimy się
nie rozpłyniemy się

pre-mRNA

 pisz wciąż o tym samym
aż się wąż uwiesi z języka
pisz o tym samym wciąż
o zaniku więzi o powstaniu
więzów o uwięzieniu w granicach
serca i umysłu
pisz o tym samym
o zamieraniu komórek
o budowaniu szlaków
nerwowych trickach
pisz o tym samym pisz o tym
co to znaczy
że lustrzane neurony nakazują ci
rozpaczać razem z postaciami
z ulubionych seriali śmiać się
kiedy na filmikach z Youtuba
śmieje się dziewczyna w metrze
zaraźliwie
pisz aż się wkręci i wykręci
z ciebie

kody

 

ja tam nie wierzę w żadne PINy
bo jak można wierzyć w ciągi
kilku cyfr – one tylko dają
dostęp do systemów
wierzeń w kolorowe bilety
narodowych cyrków o różnych nominałach
we wczorajszą zawsze ostatnią rozmowę
zablokowany telefon do kochanka
w ubrania i torebkę zostawioną w szafce na basenie
w zawartość tej torebki określającą   
kim jesteś – zapomniałaś hasła?

ulotka

 

cześć przelogujemy cię do systemu
całkiem bezpłatnie posprzątamy wszystkie
twoje błędy tropy ślady i nie będziesz już musiał
zastanawiać się
na ile starczy tlenu
na ile starczy cienia
na ile starczy miejsca
na ile starczy wody
na ile starczy miłości
wystarczy tylko że otworzysz
bezpłatny profil - odetniesz się
od arterii korzeni odpiłujesz od rozstajów
gałęzi zapiszesz swój PIN PUK elektrokardiogram
encefalogram w postaci zero jeden
w postaci 1:0

początkująca wiedźma





 Żegoty 11.07.21

bedeker

 Aleppo znam z łazienki z mydła z Aleppo
robionego ręcznie i tym samym droższego
niż wszystkie inne mydła świata tego

Iran znam ze spotkania w erewańskim hotelu
pary oczekującej na wizę i jeszcze Federica
który tułał się kolejny raz  po Gruzji
tym razem z nami bo też czekał

 Irak znam z baków samochodów
kiedy proszę żeby ktoś mnie podwiózł
Amazonię mam w łazience 
mam ją na swojej twarzy na skórze

na nogach noszę skargi jałówek
na szyi skarby wydarte ziemi
na półkach cmentarze brzóz topoli sosen
na palcach atrament
na piórze krew

wysoki sądzie

 żeby zachować szczątkową czystość
wobec wyrzutów sumienia – muchę
utłuczoną packą pochowałam
zasilając doniczkę z draceną

kwasami omega plus mamę
martwym królikiem schorowanego kota
z silną traumą i neurozą
pochowałam muchę głęboko
wierząc

albo

 albo iść prosto pod drzewo tuż po wielkiej ulewie
tylko dlatego że się zachciało czereśni
albo nie iść – raczej iść bo myśl o tych czereśniach
straszniejsza jest od deszczu na karku
od całkowicie przesiąkniętej dreszczem
koszuli od wody w kałuży tuż przy łóżku 

albo jechać do pracy strojąc sobie miny
pod chirurgiczną maseczką z precyzją pajaca
nadziewać ludzi strugać z nich wariata
takiego co jest jeden prosty ale złożony
z torebek kapeluszy parasoli i siatek
w całkowitą i niepodważalną kratkę 

albo na przykład położyć się zupełnie
obok kogoś obcego kompletnie i nieodwracalnie
a kiedy się już porządnie nastraszy uciec
starannie i skrupulatnie i zamknąć drzwi
od środka na co najmniej dwa klucze
żeby za nami nie trafił jasnym szlagiem
ani z pismem urzędowym co gorsza

albo jeszcze można
siąść przy biurku konkretnie po turecku
i paląc fajkę wyciągniętą z jakiejś szafy
pisać jakieś tam niestworzone dyrdymały
pakować je w koperty po jakieś
powiedzmy dziesięć kilo i próbować nadać
im jakiś sensowny sens żeby choć poczta
mogła je zważyć

bułeczka z masłem

 zostawiłeś rano na stole
najpiękniejszy list miłosny

w żadnym razie

w żadnym razie – widzę że każdy z was ma
te same co ja problemy choćby nawet one
miały dotyczyć dzieci a ja nie mam dzieci choćby nawet
miały dotyczyć psa – nie widzisz?

 jest źle – jest licho i nie ma tak że
gdy przyjdzie zdzicho to się jakoś uklepie
tak nie będzie się samo nie zrobi choćby
i do nairobi posłał po misjonarzy
to się nie zdarzy się nie zje z dżemem czy bez
z wiarą czy herezją czy z nutellą bitą śmietaną
ubitą pianą w żadnym razie
nie


susza

 Przez otwarte okna z mieszkań wylewał się żar i podnosił sukcesywnie atmosferę na placu.
Ludzie, którzy uciekli z rozpalonych salonów i gorących sypialni, gromadzili się pod rachitycznymi patykami w nadziei znalezienia choć odrobiny wspomnień, tych z opowieści babek, ojców i starszych ciotek, że kiedyś był jakiś cień, jakieś liście, że drżano również z chłodu, nie tylko wtedy, kiedy wyliczanka padła na sąsiadkę, brata, na współlokatora. Atmosfera ponurej niezgody gęstniała zatykając czopami wyschnięte gardła. Na próżno.

niedobrze

sobie siedziałam i było mi niedobrze

leciały rzeczy różne na stronie

na uboczu siedział kot – robiło mi się

coraz źlej niedobrzej bo jeszcze dodatkowo

mam alegorię na wszystkie wiadomości

i o niefortunności na sierść

na kłaki czyli na każdy kęs niedobrego

co nam się wpycha do gardła a niechby

tam się wpychały orzeszki pyłki

a z nimi przynajmniej jakaś

możebność zawierająca ślady

zawierająca treści

złe

  a czasem przychodzi do ciebie złe
i choć bardzo się starasz jest
jest w twojej herbacie jest w kapeluszu
kiedy siadasz na kiblu to i tam
jest

 wypędzasz złe bo jest
złe a ty wiesz że złe jest złe
tak bardzo się starasz
ale czasem ono bardzo przychodzi
i jest
w twoim kapeluszu
w twojej herbacie

wycinka

 

prędzej żeby drzewo cię nie ubiegło
jeszcze wyrośnie i wyśpiewa wszystkim
bo wszystko zapisuje – wszystkie pogody
serca wycięte na korze których absolutnie
nie można nikomu pokazać ani zwrócić

 szybko bierz sprawy w dłoń – spluń
i weź zamach zanim buk klon czy dąb
zamachnie się na ciebie gałęzią zasypie
stertami liści których nigdy nie zapisałeś
których nigdy
nie otworzyłeś

 chwytaj stylisko chwytaj niech
drewnianym głosem zaskrzypi brzoza
zaczynając się w chmurach i kończąc
pod twoim  carpe diem

nie dociekam

 

Nie dociekam na ciężkie czasy nie narzekam

Żyję tak lekko jakby świat się nie rozpękał

Nie rozpadał i żeby nikt nie gadał

Noszę w rękach parasol noszę i nie stękam

Jest luz

Jak gdybym zamiast głowy posiadała guz

Niewrażliwy bo już otłuczony i bez żadnych

Ceregieli próśb wbijała  guzem gwóźdź

Nie dociekam

co złe to jak karaczan ja przeczekam

Prześledzę nuklearny film spod bunkra koca

A nocą wyjdę żeby trochę wziąć powietrza

I się nie wstydzę że omijam że tak zwlekam

Z tą ewolucją wychodzeniem na człowieka

podróż

 

Już nie da się szukać kreatywnie – sieć

Proponuje ci tylko te rozwiązania

Które już znalazłeś znasz i które przynajmniej raz

Zatoczyły koło bo historia toczy się

Podobno w dal poskrzypującym kołem

I choćbyś przesłuchał wszystkie słowa świata

Zawsze brzmisz w nich tak samo – wciśnij play

I na końcu każdej listy zawsze jest Cohen

stulecie winnych

 stulecie winnych

zima i wilkom ślizgają się łapki
w tivi trąbią o okrucieństwie
na zakręcie
gumiś Haribo opity alkoholem
naśladuje pług śnieżny
trochę strach trochę się nas ima
wstyd i zakłopotanie
co zrobić z zimą

pomarańcze zimy












 Żegoty 07.02.21

księżyc

 lubiły go wszystkie dziewczęta kobiety
słały mu uśmiechy i swoje wiotkie ciała
zapakowane w koperty

 lubiły go matki zdejmując wieczorem
pranie zawieszone na sznurach
rozciągniętych pod czujnym okiem
wąsatych ojców 

lubiły córki mażąc przed lustrami
cienie pod okiem  - i tylko on
nie wiedział
kogo lubi

ani rusz

 

chociaż czasem podróżowałam nigdy nie byłam
w żadnym obcym kraju egzotyki
dostarcza mi nauka języka angielskiego
online bez trzech zmysłów które są zajęte
i kiedy dwa pozostałe trudzą się prezent simple
trzy odrzucone balują na całego
po pierwsze liżą biurko po drugie
niuchają sobie po trzecie gładzą wszystko
co stoi im na drodze – o niepokorne
niewykorzystane
moce

czar

 gdyby księżyc miał siostrę
to taką jak ty…

                  (L.Cohen w tłum M.Zembatego) 

snuje się snuje pajęcza nić uroku
i w mroku się rozdwaja
jak nieznany język jak cień
chłodnego księżyca
przecięty ostrzem rzeki

pełznie rozpełza się  blada
przepołowiona skarga
i w cieniu się rozpływa
i w świetle się rozpada i niknie
i zamiera
na tlejących kartach

terapia

 tę wycinkę tłumaczy potrzebą
bezpieczeństwa estetyki i to jest prawda
wszystkie braki próbujemy w miarę możliwości
rekompensować

 zniszczeniem