Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomiędzy ścianami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomiędzy ścianami. Pokaż wszystkie posty

planeta Mojra



to tylko sny więc dlaczego
jest nam smutno – wiosna
zrzuciła opad radioaktywny i teraz
naprawdę ciężko się wydostać

jak spać jak kochać jak przecierać
oczy szlaki – jasny szlag o losie

co w godzinie przypływu nadmieniasz
że właśnie przyszedł listopad
że kieliszek tequili z niebylejakiej ręki
właśnie padł że ja że ty

szlaki korytarze zdarzeń
dziwne sny i powidoki majaki

rzeczy się powtarzają – wzór dywanu
plecie się ciągnie się jest jedna osnowa
i wątek który wciąż się rwie – urywa i znajduje

na jednej z nieproszonych planet

meteoryt



powoli zbliża się czas pożegnań kolejna godzina
może okazać się tą ostatnią więc już teraz
się przytulmy do siebie podajmy ciepła łapkę
i oszczędźmy sobie elementu zaskoczenia

czas odrzucić bujanie
 w gwiazdach zwłaszcza kiedy Droga Mleczna
pyli i każda drobinka jak bolesna igła
ze szkła wciska się pod powieki – idzie czas

odwrotów rejterad lub tylko po prostu
najprawdziwszych pożegnań od których kręci się
łza w oku i w głowie że już nas nie będzie

gdybym mogła zachowałabym na zawsze ciebie
w zwiniętej dłoni trzymałabym kurczowo
podczas podróży  jak amulet i oglądając wczesny świt
na Wenus albo słoneczne popołudnie
Merkurego po prostu miała

niosłabym cię naprzeciw wszechświatowi
jak ziarno piękna i pewnie gdzieś po drodze
cię posiała

piosenka o globalnym ociepleniu



w powietrzu wciąż musi się coś dziać - twoja głowa
przestrzelona tym powietrzem działa prawie równo
choć nierówno masz pod sufitem ja też mam krzywiznę
dachu i uśmiechu – ty się ze mnie śmiejesz kiedy w pokoju
na zupełnym skraju świata i wytrzymałości
nie macham rękami nie wycieram knajpianego stołu
łokciem i nie znam też żadnego z wielkich

w moim powietrzu jest cisza wojna dzieje się w głowie
i w organie miękkim który nieustannie toczy
krew i pertraktacje próbuje niemiłosiernej polityki
wadzi się z ustami i odważa na najdziksze wyprawy
kładąc na szalkach i pióro i węgiel

wraz z wiosną rzeczy topnieją i  spływają po korze
bardzo pilnie budujemy granice żeby zaraz potem
tłuc w nie puszkami czaszek i podbijać oczy
brakiem snu brakiem słów brakiem w ogóle
czegokolwiek

jest wiosna świat zamiera choć miał się rozruszać
w trakcji neuronów pojawia się sygnał ostrzegawczy
który jak najtęższy szpieg wychwytuje serce i skwapliwie
chowa wszelkie kody szyfruje zamiary uzbraja się
w niecierpliwość i krewką naturę

mój drogi ale kiedyś pękną  szańce rozsypią się tamy
i już nikt z nas nie będzie musiał nigdzie odchodzić

piosenka o ufności



czasem się spotykają zupełnie nieznani
sobie nikomu nawet na ulicy
policjantom wychodzą na przeciw
sobie w siebie dzięki grawitacji
uderzają

mężczyzna boi się ujawnić twarzy
nie podaje adresu jakby naprawdę wierzył
że ona za nim pójdzie
dokądkolwiek – takie przywiązanie
do schematu

a ona tylko patrzy – widzi ale nie jest
zobaczona. potrzebuje o wiele więcej
wolności niż mężczyzna chociaż jej środek
jest miękki jak gałganek
i tak samo łatwo może być
zniszczony

mężczyzna zaprzecza – wszystkie gesty
zwracają się to w jedną to w drugą
stronę serca – lewa prawa komora przedsionek
piekła /własnego piekła/ - ona widzi
i mogłaby

pomóc podnieść te ciężkie powieki
otworzyć drzwi dotknąć go lekko najmniejszym
z palców ale jest zbyt delikatna
jak pajęcze sieci

podróż przez park



już niby słońce na drzewach
rozwijają się plastikowe torebki – koty
pogryzione przez marcową miłość
drą się jak opętane – już wiosna

guzik twojej marynarki
jest naszą kierownicą sterem
za który chwytamy kiedy tylko
przebiegnie nam drogę kominiarz

na szczęście
uwikłani w parkowe fortele
plączemy się w zeznaniach – krzyżówki
jak zwykle gonią za chlebem
bez względu na porę (nie znamy dnia
ani godziny)

to ja to ty zbliżamy się do siebie
z przeciwnych końców zaczynając
tę wiosenną ścieżkę i już  już
ma dojść do kolizji kiedy nagle ta ruda
wiewiórka  naprawdę w ostatniej chwili

przestawia zwrotnicę

dziura w murze



ten świat został po tamtej stronie muru
ten świat i tamta strona komunikują się
przez wielką dziurę w murze w mojej głowie
każdego ranka przelatują przez nią pośmieciuszki
i jeden skowronek ranny jak skowronek

co to za debilizm mieć dziurę w głowie pustą klatkę
po kanarku zeberce czy droździe śpiewaku
a ty nawet nie umiesz odróżnić bociana
od dzięcioła a kielnia dla ciebie to symbol
wolnego mularstwa na nic taki pierdolnik

świat rozpadł się na połowy jedna jest za murem
zagląda przez dziurę mówiąc cześć z tej strony
przepychając co większe ptaki na przykład kury
które jako nieloty nie sforsują go górą

a ty śpisz jak zabity podczas gdy ja się przyglądam
światu z tamtej strony zapuszczając żurawia
przez dziurę w murze którą ktoś tu zawsze zostawia

dla  marcowych zajęcy dla niebieskich ptaków

wiersz o wiośnie



podobno jest wiosna na moim balkonie
siadają mazurki i jakieś tam polonezy
parkują pod oknem zasypując noce
hiphopowym bitem taki 3bit dla serca

jest wiosna podobno a ja wciąż uparcie
patrzę w podłogę i chciałabym się pozbyć
tej garści okruchów z mojego pokoju i boję się
bo już wszystko choć niejasne zdaje się
jest wyjaśnione – już wiem

że moi państwo i twoi państwo to fantomy
nas samych jakieś straszne wymysły
potłuczonego do nieprzytomności
serca które tak naprawdę choruje na mózg

mógłbyś być
moim ojcem kochankiem przyjacielem
kimkolwiek mógłbyś a ja nadal bym się bała
mówić o tym co mnie dręczy bałabym się

pisać o tym że podobno jest wiosna
w twoich suwałkach twoim poznaniu
wrocławiu czy w innej
bydgoszczy

boję się okruchów historii strzępów z gazet
że ktoś mógłby ty mógłbyś dotknąć wytknąć
palcem albo nawet powiedzieć że marzysz
żeby ktoś przyszedł i mnie wziął zabrał
w ramiona bo wtedy wreszcie będzie mogła przyjść

wiosna

a ja wciąż patrzę na swoją podłogę i łeb mnie boli
to uporczywe punktowe tętnienie któremu jakiś
podobno lekarz oznajmił że nawet konie mają lepiej
bo je obojętnie o jakiej porze można dobić

Nieparyż



powietrze jest suche ani jedna kropla
nie spadła podczas tego wielkiego płaczu
elektryczność przebiega w tę i drugą stronę
po drucie którego nie ma
na trasie ziemia-niebo– Nieparyż
most na Sekwanie i wieża /la tour Eiffel/
i wszystko to da się znieść elegancko
w bucikach zapinanych na guzik

nocą neony i czerwony wiatraczek
w rękach jakiegoś turysty zda się
kręcić jak opętany to cieszy sprawia
że naprawdę chce się podróżować
do tego jakże niedeszczowego miasta
które przygarnia wszystkich ciekawskich
i takich co akurat dziś zupełnie przypadkowo
zgubili tu drogę  która jak wszystkie
wiodła do Rzymu

a tu tylko Nieparyż – dym i suche światła
bez łzy z niewidoczną rzeką z mostami
dzisiaj skutymi lodem obłożonymi śniegiem
żeby powstrzymać nazbyt prędki język
z nalotem nazbyt prostej szczerości
otaczający się chłodem i oddychający
z  trudem miejscem z którego nie ma dokąd
pójść

list z butelki

Janurzowi z podziękowaniem za frazę otwierającą




świat to wielkie cierpiące zwierzę – i ty to wiesz
powiedziałeś mi w jakimś mglistym mieście
pod poznaniem choć nigdy tam się nie spotkaliśmy
wtedy uwierzyłam – dziś rzeczywiście wiem

że ten cały świat musi pomieścić nasz  e wszystkie
światy wady i zalety głupie kroki naszych podmiotów „De”-
lirycznej klasy która już nawet nie krwawi bo się wstydzi
i płacze tylko w teatrze wśród marzeń o tym że reżyser
urządzi scenę finałową tak że nie zginie żaden bohater

jest kolejny styczeń bohaterów jak na lekarstwo – świat
oddycha niczym smutny wieloryb wyrzucony na brzeg
można go dotknąć przytulić policzek do jego szorstkiego
umierającego boku. brak sił i ochoty

by zepchnąć tego wielkiego ssaka w „może” bo  teraz już wiadomo
słowa padły zostały odkryte i już nic nie wolno z nimi zrobić
słowa są ważkie i żaden brak grawitacji nie cofnie
ani wiersza co się był wysypał z okna ani z ust gołębia
z rozmazaną wiadomością

ani tej wiadomości co ją zapisuję tobie a która
 ani dla mnie ani dla świata ani dla ciebie
 nie jest

rewers



mogłabym zrobić wiersze ze stu tysięcy
rekwizytów z moich półek i szaf z życiowych
porażek i wzlotów i poranków kiedy opieram się
mordą o sedes w nadziei że mnie popłucze

to nieistotne bo każdy wiersz teraz
byłby o tobie a co mogłabym o tym powiedzieć
po raz kolejny i bez użycia babskiej miękkości
fontanny łez i kaskady hormonów setek pytań
niepewności

mogłabym nie mówić o tobie wcale poddać
wszystkie bastiony na których stoję jak wiedźma
co się opiera logicznym argumentom słowu
bożemu i bezbożnym życzeniom i prośbom

/nawet dwieście armat wycelowanych
w moją niezamykającą się buzię nie czyni ciszy

po burzy/

mogłabym też spróbować napisać wiersz o niczym
ale jak użyć nietzschego jeśli zostało po nim
parę kostek jakaś nudna filozofia i niemcy
co nie chcieli wandy

i jest jak jest
jest wiersz i nie ma wiersza jesteś ty
i cię nie ma i ten wiersz jest o tym
o czym byłby nawet gdyby nie był

o tobie

czytanie



( dla S.)

tomik poezji który trzymam w dłoniach
jest tak spracowany pod ludzką ręką że aż
boję się przyprawiać go o rogi
dziurawić ostrym końcem  ołówka
gmerać w jego opowieściach

z czasem zaczęłam zamieniać się
w prosektora z wnikliwością drążącego ciało
któremu należy się już wieczny spokój
i szacunek ciszy

dlatego nie opowiadam co widziałam
nie rozmawiam nawet z najbliższymi przyjaciółmi
którzy ze współczuciem zapełniają półki
mojego niepokoju

nocami czuję jak żyje we mnie
pasożyt który w chwili nieuwagi
przedarł się do mózgu czuję jak wrasta

wytwarza połączenia z siecią
neuronów – nawiedzają mnie sny
na jawie pięknej i straszniejszej
niż rzeczywistość

grudzień



nie oczekuję że zostaniesz
nikt nie zostaje
na zawsze-  zostają tylko Ci

którzy zwątpili
którzy są głodni
którzy są bezdomni
którym jest chłodno
którym spóźnił się autobus
lub oni
się spóźnili

lubię ich wszystkich
a także tych którzy się nie poddali
mojemu smutkowi
dachowi stołowi
samotności

nie oczekuję
że zostaniesz to nawet dla Ciebie
jest nieoczekiwane
nie czekam na pociąg
autobus dorożkę nawet na list
nie czekam- to mnie
czeka

nieuchronna nieznajomość

kiedy opuszczasz moje krzesło
oparcie łóżko szafę
tak irytująco skrzypią

jakby wątpiły
jakby były głodne
jakby były bez domu
jakby zdjął je chłód
jakby się spóźniły
na autobus lub on

się spóźnił na zawsze

zdrada stanu



wczoraj oskarżyłeś moje uda
o niewierność to zabawne
bo mogłabym tak samo
zarzucić ci

zdradę
tajemnic
naszego małego dramatu
w naszym maleńkim kraiku
pokoiku na stoliku

zarzucić ci na szyję
i udać że o niczym nie wiem
że się nie znalazłam
w tamtym miejscu
gdzie jeszcze cierpły
ochy achy

i później jeszcze
mogłabym się nie zabrać stamtąd
nie wziąć ze sobą kolan i łokci
nie zabrać ramion
mogłam zostawić ci szyję
głowę ale mi się potoczyła
kulą w  płot

proszę się nie wierszyć w zapchanym pociągu



nie piszę w pociągu bo pociąg
to miejsce do czytania a ja nie chcę
żeby czytano mnie przez ramię – nie jestem
poetą boję się słów które robią się
nieobliczalne właśnie teraz

kiedy potrzebuję przynajmniej szczątkowej
stabilizacji – pociąg to miejsce
ruchome pytasz grzecznie – czy pani siedzi
na moim miejscu a oczyma
wyobraźni urywasz jej głowę i ciskasz
pod ławkę tam gdzie i tak nie ma miejsca
na twoje nogi

no więc z tą głową pod ławką
nogami zaplecionymi wokół głowy
cudzym tomikiem poezji na kolanach
słowem nieobliczalnego
poety wygrywającego z monografią
ludów tunguskich z całym tym
pierdolnikiem wyobrażam sobie
jak bardzo nie jestem poetą

skok z krzesła



barierka.  nisko zawieszona mgła i ci
którzy nie mieli czasu ani cierpliwości
by czekać aż rzucą coś do tego sklepu
zwanego najmilszym ze światów- o ironio

jawnogrzesznico uboga która karzesz
nam wierzyć nawet jeśli to tłumaczysz
że nie chodziło o er zet jesteś tylko erzacem
tego co nam funduje serce i szkło
ekranu obecnie zwanego wszechświatem

przemianowanie. w piwnicach wybucha gaz
w randze supernowych gwiazdy tivi
miłość równość i brat jak ain i kabel
jak pod twoim przewodem pod linią wysokiego
ryzyka jechać w czas burz o ironio

o święty sarkazmie synu swej matki
nadziei która już nie tuli nawet tych
co z głupoty pobłądzili nawet tych
co są po prostu głupi nawet ich

palisz swym światłem palisz
ciało co się nie rozszczepia w żadnym
nawet najpodlejszym
z pryzmatów

kurwanoc kochanie



to  nie jest noc zakochanych to kurwanoc
nie dla paniczyków ani panien z dobrego
domu wiatr  tu tylko duje i daje dupy
zabłąkanym pijaczkom przez szczelinę w murze

mur jest ceglany obsypany liszajem
obleziony przez dzikie wino i butelki
po nieczystej stolicznej zasiedlony
przez pająki swoich własnych koszmarów

koszmar dopada nas tej nocy kiedy wracamy
do siebie po raz kolejny przez zawianą ulicę
przeciskamy się przez mur i pająki
których obecności ciągle nie rozumiem

rozumiemy niby wszystko cały ten nibykraj
nibymiasto i swoje nibylandie czyścimy szkła
butelki bibeloty karmimy pająki w  terrarium dzikie
wino ustawiamy na stole jak do ostatniego pojednania

pojednania nie ma cała ta noc to kurwanoc
pająki rozłażą się po murze z pijaczkami
schnie dzikie wino nas znowu wywiewa
w sen odwróconych do siebie plecami

golem



ubrać słowa w wyraz nad wyraz elegancko
zwinąć papier w tutkę wsunąć jak emet
pod języczek wagi – oto piosnka
na glinianych nogach no bo jak
jednocześnie krwawić i się śmiać
i śmiać się z siebie i błyszczeć donośnie
kiedy dookoła spadają z drzew
wszyscy jesienni poeci tacy piękni
kolorowi i pełni wrażeń oraz zapachu
wilgotnych liści

i później iść z tym słowem ważyć
każdy wyraz i każdy wyraz twarzy
ludzi spacerujących parami alejkami
samotnie ludzi tych ważyć a nie znieważać
kochać ich za wszystkie jesienie
za wiosny ich i zimy kochać i lata całe
całe lata iść tak za nimi do nich z ręką
na temblaku z sercem w tej złamanej ręce
uśmiechając się do wszystkich pozostałych
przy życiu poetów

a później zmazać pierwszą literę zamienić
słowo w śmierć stanąć i czuć jak kruszeją
nogi jak się wali ciało rozsypuje gnie
i mieć w oczach ten szczególny wyraz
nad wyraz popękany

mieszkam w świecie Wojna



mieszkam w świecie Wojna w świecie
z opadem atomowym przedśmiertnym gradem
deszczem i burzą którą sieje nikt więc nikt
jej nie zbiera – są tu barykady transzeje

okopać się może każdy wystarczy kawałek
ziemi i łopaty i złe oko sąsiada w dziurze
po kluczu po bombie po meteorycie zły dotyk
złe wspomnienia złe czasy ciemne chmury i piach

w świecie Wojna trwa tylko jedna
pora roku – głód nawet nie zabija tylko każe kopać
schrony psy wrogów setki informacji w książkach
zbroić się przeciwko rzutkim słowom

trwać na straży swojego swoich neuronów
chorować na zespół obłędnego mózgu – nie lubić się
nie mylić nie wysadzić w powietrze albo właśnie
wysadzić pamiętać wszystko i nic nie pamiętać
bać się

że przyjdzie chwila ciszy ta jedyna chwila że dotknie
i już na zawsze będzie dotykać że wszystko ucichnie
zniknie że niebo nagle spadnie nam na łeb

nie mam ochoty



nie mam dziś ochoty na twoją
niedobroć nie mam serca czasu atłasu bielizny
koronkowej nie mam ani telefonu

nie posiadam numeru ani kanału
do komunikacji nie mam ochoty słuchać ani
braku racji i racji nie mam ani słabości
do tych ładnych pląsów dąsów

nie mam weny na obchodzenie
sztuczek bonmotów i że mnie nie obchodzą
nie mam całego tygodnia na rozumienie
znaczeń nie mam roku ani dnia
ani godziny

jestem bezsenna zaspana nieobudzona
bez kawy jestem bez przepra-szampana bez papierosa
nieubrana bez ubrania pościeli nie mam ochoty
się bawić i mieszkam w świecie wojna

***



ciało
jego sztywność gładkość ruchomość nieruchomość
nieuchronność jasność skóry
ciało poniewierane kochane brane z miłością i bez na język
na penis na ręce
ciało

ręce czułe troskliwe złe sterane szorstkie łamliwe kruche
ręce w rękawicach w rękawach w kieszeniach za plecami
palce na krzyż ręce ze szmatą do podłogi z piórem węglem
ręce pielęgnowane od pokoleń

ciało
usta nieruchome drżące zacięte czerwone malowane niepomalowane
blade kłamliwe namiętne gorące chłodne usta
ustałe w biegu delikatne toporne grube nadęte nadąsane
po operacjach plastycznych i nie

oko
jasnoniebieskie zielone piwne ciemne jasne załzawione
przekrwione złe opatrznościowe uważne ciekawskie prorocze
znawcy mistrza okoliczność łagodząca okoliczność skazująca
przyczynek

ciało ciało znowu noga pięść stopa życiowa plecy po których można
się wspiąć lub przytulić się do nich brzuch miękki lub twardy
ciepły bolący nabrzmiały kolano kostka kostki kości
kosteczki słuchowe uszy łokcie czaszka mózgoczaszka
twarzoczaszka rdzeń kręgowy żebra serce wątroba tkanka
otrzewna płuca nerki kombinerki ja