północ. pożegnanie

kiedy tak patrzę jak śpisz
z dłonią uwięzioną w okowach prześcieradła
kolanem otwartym jak furtka
pomiędzy podziemiem kołdry a powietrzem

widzę jak sny formują wir i krążą
wokół niedbale porzuconej gazety
widzę sny splątujące sieci

i myślę sobie czy kiedykolwiek byłam
twoim snem równie ulotna
przenikałam membranę czaszki
gubiąc po drodze czas
i tracąc oddech

kiedy tak patrzę na twoje opuszczone ciało
myślę czy byłam
kiedykolwiek

alternatywy

 

a gdyby tak zwariować? zamiast dzień dobry mówić
piestrzenica kasztanowata, nie odpowiadać
na wyczytywanie z listy, kłaniać się kulom, ale nie robić podjazdów.
nie odpowiadać na żadne pytania i nie zadawać prac domowych
do rozwiązania, mówić prosto z mostu, wprost w dół, jak się pluje śliną
z wiaduktu na pociąg, czniać relacje. zachowywać tylko szczątkowe
wspomnienia, najlepiej materialne - nie odbierać, telefonów, pierścionków,
złudzeń, sygnałów z innych planet. a gdyby tak nie zwariować
i ciągnąć to dalej…

makulatura

nie mamy czasu nasze rozmowy
są powierzchowne więc nic dziwnego
że się oddalamy – czas płynie
a sytuacja Achillesa i żółwia
zostawia nas w tyle – nie mamy czasu
dla siebie rodziny przyjaciół – wszystkim chcemy
poświęcić i dupa i nic wszyscy wkurwieni
lądujemy otumanieni zdezorientowani
staraniem wszystkimi tymi nieużytymi
słowami