podanie o samotność

 gdyby tak zedrzeć skórę z bloku twarzy
i nocne mroki mieszkań wydać światu
nikczemne zmowy niejasnych kochanków
sny niespokojne zszarzałych mieszkańców

uśpiony chrapie płaski telewizor
we śnie obrazy snując równie płaskie
mruga zielono ładowarki rytmem
późny esemes po fatalnej randce

śpi pies na łóżku wysłany po pana
list z zaproszeniem na niechciane chrzciny
śpi przytulony do chłodnej dziewczyny
puchaty kocyk czuła nocna zmiana

na dworze wiatr ujada deszcz docina
na korytarzach szczury piszą pozwy
na szafce ciężko gnie się gałąź brzozy
nad sercem sztywno ugina się mostek

i kiedy mrok się wylewa z bieliźniarki
wszystkie atomy tracą dzienną ostrość
bladzi poeci siedzą w krążkach lampki
piszą podanie o samotność

niewiele

 posłuchaj żeby być razem
wcale nie musimy uciekać
wyjdziemy z domu a za drzwiami
będzie akurat wielka powódź
więc wsiądziemy do akurat przepływającej
łodzi i powiosłujemy gwiżdżąc modne
szlagiery oraz gwiżdżąc na wszystko

i akurat tak się napatoczy jakiś inny
opuszczony dom którego nikt nie zechciał
taki który tylko czeka żeby wysiąść
i go wziąć pod skrzydła wysuszyć mokre deski
otworzyć drzwi i okna
więc po krótkiej rozmowie wysiądziemy
z tej wiosłowej łodzi i ty akurat będziesz miał
zapałki w kieszeni a ja akurat spakowane kanapki
i termos z pomidorówką i zupełnie przypadkiem
w piecu będzie całkiem suche drewno na rozpałkę
i widzisz wcale wiele nie trzeba
żebyśmy byli razem

początek

 moja matka niemiłosierna twarda
jak podeszwa żołnierskiego buta moja matka
czulsza niż bawełniany puch niż światłoczuła
błona diafragma membrana dźwięków wszystkich

moja matka zawyła i wybiła mnie z rytmu
z pływów kwantowych z superpozycji z niewiarygodnego
uczucia że się jest wszystkim więc ona
mnie zawołała i krzyczała podczas gdy ja

otwierając oczy powiedziałam - kobieto właśnie upadłam
na ziemię a potem stoczyłam się ze wzgórza
daj mi chwilę żebym się zorientowała

zwłoka

pamiętam z dzieciństwa dzieci szły do trupa
nie wolno tak było mówić bo to brzydko
(a trup mógł usłyszeć) więc nie mówiło się tego
dorosłym

zwłoki (dziwna nazwa ale i adekwatna
bo przecież to trzy puste dni zwłoki w podatku
odchodowym) truposz zmarlak jeszcze nie nasz
z czasem

z czasem zwłoki wypełniały się gazem
płaczem nasiąkały choć ze wszystkich sił
starano się je osuszyć

jak łzy