jak gruszki

Święty Antoni to jest modlitwa tej
co zgrzeszyła myślą mową uczynkiem
i zaniedbała ukrycia tego wszystkiego
pod ceratą

Antoni od pieca chlebowego i od szukanych
zgub mnie teraz ukryj pod językiem
jak cienki płatek mąki jak niechcianą

odtrąć plotkę że istnieje jeden
ciepły sens tego całego

gdyby nie

upiecz mnie w popiele
zasyp

Młynek na dnie morza

(tusz i pastel.2008)

bez tytułu

ucho na ścianie czeka
kiedy podejdę
zacznie się odpytywanie z sensów
i po co to wszystko
żółty dom w Arles i drugi
wśród błot gdzieś na zapomnianym odcinku

/czasu
drogi/

czy zgubienie ucha pociąga
za sobą stratę palca
ta sama samotność którą już i tak
się hodowało na rabatach pieczołowicie
podlewając ludzką ciekawość

sąsiedzi słuchają chętnie
każdego szelestu
i boją się że to karton
kiedy odchodzę pilnie stukają
szklankami

podczas tego codziennego toastu

myślałam o tym jak biegłeś
za nim
posądzono cię o marnotrawstwo
dobrego ciała
zmysłową chorobę
drzwi

Go

Spróbowałabym czegoś nowego, na przykład chińskiej gry „Go”,
w której zwykle giną kamienie. Pola są obsadzone tysiącem kamieni. Kamienie rosną, rodzą się, kruszeją, całkiem jak my. Giną w Go jak żołnierze. Znikają z pola walki, otaczają i dają się otoczyć. Minerały wszystkich form istnienia łączcie się. I patrzę w lustro – naprawdę się łączą. Organizują w struktury krystaliczne mojego pierścionka i szkliwa zębów, wściekają się jako składniki hemoglobiny albo pracują usłużnie w cząstkach chlorofilu, wewnątrz liścia sałaty. Przychodzą na świat w malignie w wysokiej temperaturze brzucha Ziemi, rodzą się w nerkach, rosną z warstwami osadów. Kamień nazębny, kamień węgielny, ciało paproci, skała. Podwalina porządnego istnienia, związek energetyczny.