półcienie półtony



ubezpieczenie nie obejmowało  strachu
przed człowieczeństwem – gdzieś tam
byli bohaterowie płócien papieru ekranu
których dewiza życiowa brzmi – mieć plan ucieczki

jako reakcję na niewygodną okoliczność
bycie półcieniem lub szumem
chowającym wstydliwie zaognione rany
wstydzić się głodu pragnienia obnosić twarze
na każdą okazję zdobyte za pół ceny

upolowane na pchlich targach Maroka
Paryża Amsterdamu niezliczone oblicza
złote maski egipskie jak ciemności plagi
kapeluszy koszul rękawiczek rekwizytów – żaden agent

nie ubezpieczy nas na wypadek nieszczęśliwego
wyjścia z sytuacji – pamiętam patrzyłam na to opierając się
o kamienny mur jakby te ściany miały już pozostać
moją integralną częścią dłonie trzymałam za sobą
żeby nie było widać jak zaciskam w nich jeszcze żywe pół
serca

piosenka o kruchości



jest noc w jednej z bram miejskich ludzie
rozwiązują skomplikowane problemy
matematyczne – jak dobrać kąt nachylenia
do zakrzywionej powierzchni by ustać
utrzymać na nogach – jest noc

trzeba pozwolić sobie na chwilę słabości
żeby stać się  silniejszym giętszym posłuchaj
jak szumi ocean możliwości i księżyc
wystawia z ironią pyzatą mordę w pełni

ta noc ci ludzie zupełnie jak my nietutejsi
na chwilę usiłujący zapomnieć o progach
i o gościńcu ofiarowanym każdemu z idących
w niebo - gdzieś tam są światy

na płótnie w migoczących ekranach
gdzie ból ucieka się do paru pikseli a tu jest
brama i ściana i kurz i ten wkurwiający
księżyc co nic nie rozumie
że czasem trzeba zaciemnić

odpocznij wciąż jesteś cały
chociaż tej nocy niezdrowej  w gorączce
majaczą ściany i kraty gną się do ziemi
odpocznij trzeba pozwolić trzeba coś mówić
do siebie

szarpie



(Skitkowi)

jest noc jedna z tych niechcianych
filozofowie nie śpią żeby im się nie śniło
a tobie śni się rozpruta ryba rano wstajesz
i mieszasz barwniki w metalowym naczyniu

dopiero rano  niestety teraz  jest noc i twoja ręka
podłożona pod policzek w najbezbronniejszym z gestów
śpi razem z tobą snując dziwaczne marzenia

rano ta sama dłoń będzie trzymała oręż pędzel
wydawała wojny najwyższym królom
głowom państw szarym ludziom niszczyła
miasta całe cywilizacje równała z ziemią

ta sama ręka teraz śpi bardzo bezradnie
demonstrując paru ciekawskim ćmom i księżycowi
 linię życia linię głowy linie papilarne
które jutro odciśniesz na blejtramie światła  
jak rasowy zbrodniarz świr złoczyńca wariat

jest noc rozpruta ryba podpływa pod powierzchnię
snu i kanwy płótna gdzieś w ramach obrazów
dzieją się twoje sny staje się  akt z płaczu
powstaje głucha ściana w alchemii rozpaczy