Kocie dni


Mirek ma handrę. wrzesień. 2009

wiersz o szczerości

po prostu mi smutno

piosenka o Soledad



packa. 2009

okno na świat

buduję sobie dom z samych okien
na różne rzeczy
oto makatka z aniołem z oknem na to
jak się kładzie nitkę a to wieszak
a to szydełkowa serwetka przez którą się wygląda
i patrzy jak się nitki plącze i jak się składa w całość
to podłoga – moje okno na kolor
koce– okno na ciepłotę a także na trawę
na piknik i robienie namiotów
pod stołem

okno na moje czuwanie lampka
podstawka pod herbatę
okno na zgodę
na pogodę dzbanek
- okno na kwiaty

buduję z siebie dom z samych okien
to kulawy dom - nierównomierny
nie elegancki nie ułożony
może dlatego że ja
a także ci których do niego proszę
wciąż wyglądamy na najróżniejsze strony

piosenka o Soledad

Antonio wszystko wiedzieć chciał o Soledad
raz widział ją gdy lekką stopą przez rynek szła
a innym razem on do jej piekarni wpadł
gdzie się w chlebowej skórce odbijała Soledad

Ach Antonio Soledad to samotność
czy ty nie wiesz że dla ciebie próżny ślad
po obcasie jej bucika nim rozpoznasz w bruku znika
nawet kiedy w mieście tango gra

A Antonio wciąż na nowo wracał tam
gdzie w kajzerkach chrupkich zapach Soledad
palił się do jej rogali gorzał bladł
gdy garść maku przesiewała Soledad

Ach Antonio Soledad to samotność
choćbyś zebrał po ziarenku cały mak
w każdym ziarnie spod jej palców szukać próżno ciepłych taktów
nawet jeśli dziś dla ciebie tango gra

I raz się jeden raz odważył zebrał sam
kiedy falbana na jej spódnicy z łopotem szmat
zerwała mu się w drżące ramiona jakby ptak
chciał wykuć w skórze dłoni na zawsze Soledad

złapał falbanę pociągnął lekko na końcu zaś
ona się miota jak wychudzony drapieżny ptak
rozkłada ręce wykrzywia obcas wygina kark
bo jak z Antoniem może tańczyć Soledad

Ach Antonio Soledad to samotność
czyżbyś nie wiedział że choć ją złapiesz w pas
im dla siebie chcesz jej więcej tym się cięższe robi serce
kiedy ona rzewnie tango w nim gra

z natury Mirka szkic


ołówek. jesienne spanie. 2009

stan posiadania

niebo nie jest własnością niczyją
więc nie można za nie
zapłacić
za to piekło ma już swoich
właścicieli
dość konkretnych

Wszystkie śpiące pasiaki


Żegoty. 27.09.09

Kiedy kotom jest smutno i nie



Mirastik. Wujkowa ławka. koniec września 2009

kocie popołudnia



Mirek Popiołek. Żegoty. koniec września 2009

kolory




Żegoty. koniec września. 2009

na dłoni

smak

ciepły smak malin przywodzi mi na myśl
tamtego chłopca którego smak słodki
został w mojej skórze
i zamknięciu dłoni

płócienny smak malin przyniesiony z lasu
kolczastej przesieki pełnej żmij i ostu
podrapanych łydek zrysowanych ramion
potarganych włosów

czerwony smak ostów płócienny smak ramion
ciepły smak warkocza zaplątany w kolce
w malinowe słońce w dłonie
tego chłopca





szelest


podkrada się do nas niemal każdy szelest
mógłby przyjść jasno mógłby jawnie
usiąść i się ogarnąć

dotąd jest moje królestwo a ucichłe latarnie
i szorstka wilgotna wełna
włosów na karku
nie moja

nie moja

szelest łomocze jak ćma
skrzydłem o oko że choć okno wykol
w pole

gdzie się krzyżują ja
moje





światło

ten czuwko
niewrażliwa na światło
postaw mi się hardo że nie ważne jest
widmo

biało pomalowany policzek mew
białe prześcieradło drze się na wietrze
w zapachu ogrodu i piasku

i morze

a gdyby rozgrzanego słońcem płótna
dotknąć
słodka i ciemna tęczówko w beczce
oka

jak mocno i jak głęboko
wżarłyby się
algi i rafa
koralowa






zapach

kwaśny zapach portu pochodzi z tajemnic
drzemiących na dnie beczek i zmurszałych
skrzyń mieczowych
kwaśny jak cytryna zapach
portu

kwaśny zapach ostryg pochodzi z tajemnic
drzemiących na dnie muszli i zbielałych
pereł bolesnych
kwaśny jak portowy zapach
ostryg

kwaśny zapach octu pochodzi z tajemnic
drzemiących w winach na dnie zatopionych
beczek naczyń pełnych mieczy i skrzyń
z perłami jak ostryga zapach
kwaśny

kwaśny zapach potu pochodzi z tajemnic
ciała pereł i ostryg i skrzyń pełnych mieczy
pochodzi z portu zepsutej oliwy
długotrwałego czekania
na przypływ







dotyk

powiedział mi wylew
potop – ominąłem ci wzrok
słuch ominąłem rękę
i nogę – co mam ci więc odjąć

odejmij mi serce – nie
tego nie mogę
wszystko mi wolno
oprócz niego wziąć

dotyk

powiedział mi wylew
potop – ominąłem ci wzrok
słuch ominąłem rękę
i nogę – co mam ci więc odjąć

odejmij mi serce – nie
tego nie mogę
wszystko mi wolno
oprócz niego wziąć

(5)

Przepis na herbatę lipową

zwyczajnie
bierze się garść kwiatów lipy
parzy
dodaje miód i cytrynę
i gotowe

usadowienie popołudniowe





Portret z sadu. wrzesień.2009 (przyjaciele)

infekcje jesienne

za oknem sznur chmur
linia przez niebo – pęknie
a nas pochłaniają choroby
płuc nadnercza

krzywe krzyże
paskudny zgryz
jesień

tak banalna że się chce
aż krzyknąć – jak to pięknie
z głębi ściśniętego
gardła

jest populacja bakterii
całe stada
drobnoustrojów odpowiedzialnych za stan
chorobowy

zaniechań późnych odwrotów
wahań
temperaturowych

wiersz o jesieni

stary Maciej miał rację jest jesień
nadeszła niespodziewanie choć akurat
Maciej jej się spodział

bęc

spadły liście z drzew

spadły
liście
z drzew

wypełnienie

rzyga mi się poranną herbatą
rzyga mi się bólem głowy
brakiem miejsca i jego nadmiarem
i tym że się o nic nie pyta choć zadaje pytania

rzyga mi się porannym bólem głowy
herbatą mi się rzyga wszędobylskim miejscem
i brakiem choćby skrawka miejsca
nawet świeżym powietrzem

myślę co by to było tak się raz położyć
i zgasnąć pozbyć się z siebie herbaty
bólu głowy i tego miejsca się pozbyć
oraz klaustrofobii
porządnie wyspać swoje własne się

Koniec


szybki kredkowy szkic. 2009

Wieczorem ptaki słuchają



kredka ołówkowa i nieopisane

wiersz o patrzeniu z dwóch stron

co robią całymi dniami Kleopatry?
Kleopatry patrzą
za kolumnami wojsk
szczegółowych do bólu Cezarów

a taki Cezar ma to już wpisane
w naturę że widzi
szczegół czy nawet dwa
jak te dwie łyse łodyżki
pozbawione główek
Cezar mówi
- koszyczków

a wtedy Kleopatry
ciskają ze złością
swoje najdrogocenniejsze
puchary

i pieprzą te koszyczki
główki
i łodyżki

bo nie widziały


dedykowany Maximusowi, Cezarowi Romy i przyległej Wielkopolski

dama z wachlarzem

na skrzydełkach wachlarza
jak na muszych skrzydełkach
obrazki z minionego świata
co pozostaje nadal
naszym światem

na jednym mama śmieje się
na drugim gada
zabija na trzecim kurę
trzyma

pocztówki

zatknięte za różne ramy
w obrazach
z każdym ruchem pani
cieniutkim
jak skrzydełka nosa
osypują się
(jak pyłek)
światy

to również ja jestem
damą z wachlarzem
i po mnie może ktoś

też będzie płakał

sen o księżycu który jest białym psem

moja skóra jest słodka gładka
z krwią zdolną poruszyć kamień węgielny
wczoraj napchał nią pełne usta
księżyc
i ta krew
kapała mu z pyska

zlizywał łapczywie chłeptał
usadowił się wygodnie na plecach
i czułam jego mokrą sierść
i zęby

skończył się czas woalek halek
wielkookich ważek
teraz jestem lśniąca pełna
bo zdałam się
na pożarcie

odpowiedzi z góry

kiedy wahałam się czy do niego
podejść
czy wolno
pytałam cudownej figurki
maryjki ze święconą wodą
z lurd skinęła głową

tak możesz

a kiedy wszystko poszło
w pizdu i wróciłam
zapytać – dlaczego

zawołała (nadaremno)
ach mój boże
bo wtedy to zupełnie
ale to zupełnie

straciłam głowę

autoportret ze światłem

zmruż mi się

zmruż się tu zaraz
ale już
żeby te pieprzone małe fotonki
rozlazły się na tobie
i żeby powstał rozszczepieniec

pamiętam że umiałam
zrobić takiego z ciasta
to jeszcze po babci starej daty
umiejętności

kiedy się w rozszczepieńcu zrobiło
takie szpary cieniutkie jakby igłą
ukuł
zmrużało się światło
w kształty

i zaraz się po świecie robiło
bardziej pagórkowato nierówno
taka była jego moc

pożegnanie lata


Żegoty. wrzesień.09

głuchy telefon


Żegoty. wrzesień.09

wieś o zachodzie






Żegoty. ostatek sierpnia. 2009r.

kierunek


(Fot.Jacek Kościuszko. Wawa 09)

patrzenia



Jez.Blanki przestrzeń lipcowa. 2009r.

tara

babka z piasku
wystarczy wziąć patyk
i zrobić do niej wejście
siup

ciemność

poza tym
czerstwieją kurhany i krzepną
się sączy w krew tuatha de danaan
a słowa niekoniecznie muszą być
zrozumiałe
by podrążyć do tary

chustki



(foto:Tess Radziewicz. Wójtowo. lipiec zły.2009r)

szelest

podkrada się do nas niemal każdy szelest
mógłby przyjść jasno mógłby jawnie
usiąść i się ogarnąć

dotąd jest moje królestwo a ucichłe latarnie
i szorstka wilgotna wełna
włosów na karku
nie moja

nie moja

szelest łomocze jak ćma
skrzydłem o oko że choć okno wykol
w pole

gdzie się krzyżują ja
moje


(2)

światło

ten czuwko
niewrażliwa na światło
postaw mi się hardo że nie ważne jest
widmo

biało pomalowany policzek mew
białe prześcieradło drze się na wietrze
w zapachu ogrodu i piasku

i morze

a gdyby rozgrzanego słońcem płótna
dotknąć
słodka i ciemna tęczówko w beczce
oka

jak mocno i jak głęboko
wżarłyby się
algi i rafa
koralowa

(3)

smak

ciepły smak malin przywodzi mi na myśl
tamtego chłopca którego smak słodki
został w mojej skórze
i zamknięciu dłoni

płócienny smak malin przyniesiony z lasu
kolczastej przesieki pełnej żmij i ostu
podrapanych łydek zrysowanych ramion
potarganych włosów

czerwony smak ostów płócienny smak ramion
ciepły smak warkocza zaplątany w kolce
w malinowe słońce w dłonie
tego chłopca

(1)